Radosław Janukiewicz: Dante zapewnia Pogoni spokój w tyłach, wyciąga niemożliwe do obrony strzały

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
Radosław Janukiewicz Archiwum Polska Press
Trzeba wykazać się większą regularnością od Rakowa i innych drużyn. Jeśli tego nie zabraknie, to wszyscy jesienią zobaczymy puchary w Szczecinie – mówi Radosław Janukiewicz, były bramkarz Pogoni Szczecin.

Radosław Janukiewicz ma 36 lat i obecnie jest zawodnikiem Pomorzanina Nowogard (Klasa Okręgowa Północ). Zaczął tam grać jesienią 2020 r. Ale Janukiewicz to przede wszystkim jeden z najbardziej znanych piłkarzy Pogoni w drugiej dekadzie XXI wieku. Portowcem został przed startem sezonu 2009/10 i był nim do czerwca 2015. Kibice i sam zawodnik nie chcieli tego rozstania, ale klub właśnie tak postanowił. Później bramkarz grał krótko w Górniku Zabrze, w Norwegii, a trzy ostatnie sezony spędził w pierwszoligowej Chojniczance Chojnice.

Ciekawostką jest fakt, że Janukiewicz debiutował w polskiej ekstraklasie 20 października 2001 r. Grał w Śląsku Wrocław i wszedł na ostatni kwadrans meczu z Pogonią Szczecin. Portowcy wygrali 4:0, a młody bramkarz puścił jedną z bramek (karnego Jerzego Podbrożnego) i otrzymał żółtą kartkę. Śląsk reprezentował w kolejnych sezonach, a następnie krótko związany był z Zagłębiem Lubin, AO Xanti (Grecja) i GKP Gorzów (2008/09). Do Szczecina ściągał go trener Piotr Mandrysz, a najważniejsze osiągnięcia Janukiewicza w Pogoni to finał Pucharu Polski (2010) oraz awans do elity (2012). W ekstraklasie zagrał dla Pogoni 88 spotkań.

Czy Pogoń sięgnie po medal w tym sezonie?
Radosław Janukiewicz: Na pewno podium jest w zasięgu. Po udanej jesieni dorobek punktowy pozwala realnie o tym myśleć.

A mistrzostwo?
To już trudniejsze pytanie. Na pewno nie jest faworytem do zdobycia mistrzostwa Polski, ale przychodzi w końcu taki sezon, że coś musi się wydarzyć. Mam nadzieję, że to jest właśnie ten sezon i kibice będą się mogli cieszyć z takiego sukcesu. Mistrzostwo oceniam 50 na 50.

Czy nie jest tak, że jesienią Pogoń wypracowała taką przewagę, że nie może już tego zepsuć. Lech czy Piast są daleko, inne kluby nie robią zbrojeń.
Pamiętajmy jednak, że przed Pogonią największa jej bolączka - odkąd wróciła do ekstraklasy – wiosna. Zawsze była słabsza od jesieni. Zazwyczaj brakowało regularności, którą zespół prezentował jesienią. Teraz to jest najważniejsze zadanie przed sztabem trenerskim, by to zmienić, bo szanse na podium, a nawet mistrzostwo są realne.

W czym Raków Częstochowa miałby być lepszy od Pogoni?
Na pewno nie ma lepszego składu, bo umówmy się, że na papierze Pogoń ma skład mocniejszy od Rakowa i na pewno jej potencjał jest na TOP4 ligi. Ale teraz trzeba jeszcze to pokazać na boisku, trzeba wykazać się większą regularnością od Rakowa i innych drużyn. Jeśli tego nie zabraknie, to wszyscy jesienią zobaczymy puchary w Szczecinie.

Jesienią zrobiło się gorąco wokół Pogoni, bo choć punktów nie brakowało, to styl gry nikogo w Szczecinie nie satysfakcjonował. Jak Pan to odbierał?
Patrzyłem spokojniej, przez pryzmat pandemii. Przygotowania do sezonu były zupełnie inne niż we wcześniejszych latach. Później, gdy wszyscy weszli w sezon na w miarę normalnych warunkach, to w Pogoni koronawirus dopadł ponad 30 osób z pierwszego zespołu – piłkarzy i pracowników klubu. To był ciężki okres, ale sztab z trenerem Runjaicem na czele pokazał, że nie są fachowcami z pierwszej łapanki, ale znają się na piłce. Potrafili wycisnąć dużo z tej jesieni. Może nie maksimum, bo szkoda głupio straconych punktów, jak choćby w meczu z Podbeskidziem w Szczecinie. Później gra zaczęła cieszyć kibiców i dorobek punktowy jest zadowalający.

Czy Legia pozostaje kandydatem nr 1 do mistrzostwa i największym rywalem Pogoni?
Tak, ale Legia co roku jest kandydatem do mistrza, kadrowo jest najsilniejsza. Nie skreślam Lecha, choć ma dużą stratę punktową. Spadek jego formy jesienią był spowodowany tzw. krótką ławką i graniem na trzy fronty. Jeśli trener Żuraw doprowadzi wiosną zawodników do takiej formy, jaką prezentowali ostatniego lata - walcząc o Ligę Europy - to w Polsce mogą jeszcze sporo ugrać. Duże znaczenie będzie miała solidność. Fajnie, że w Pogoni są piłkarze typu Kucharczyk czy Zahović, którzy odnosili już podobne sukcesy. Obecność takich ludzi w szatni podnosi mentalność zespołu i stwarza warunki, by walczyć o najwyższe cele.

Stadion w Szczecinie: Szybka rozbiórka starego budynku klubo...

Pozostali zawodnicy Pogoni dźwigną odpowiedzialność?
Kadra Pogoni oparta jest głównie na utalentowanej młodzieży, ale nie brakuje w niej indywidualności. Duże zadanie przed pierwszym trenerem czy trenerem mentalnym. Ważne, że jak komuś przydarzy się słabszy okres, to inny weźmie jego robotę na barki. Jeśli Lech z wieloma młodymi potrafił awansować do LE, to czemu młodzież Pogoni nie mogłaby odnieść sukcesu w ekstraklasie?

W Legii trenerem jest Czesław Michniewicz. Uśmiechnąłby się Pan, gdyby powinęła mu się noga?
Rozumiem, że wracamy do wspomnień. Cały czas uważam, że moje odejście z Pogoni – akurat za kadencji tego trenera – to nie była jego decyzja. Nie jestem zresztą zawistny, życzę mu sukcesów w lidze i Europie. Jestem Polakiem i chcę, by jak najwięcej naszych drużyn pokazywało się w międzynarodowych rozgrywkach.

Dante Stipica najlepszym bramkarzem w Polsce?
Jesienią na pewno. Przyjście Dante do Pogoni mocno podniosło wartość drużyny. To świetny bramkarz, potrafi sam robić punkty, a z tego co słyszę, to również świetny facet. Nie chcę go porównywać z innymi bramkarzami, bo każdy ma swoje atuty, ale Dante zapewnia Pogoni spokój w tyłach, potrafi też wyciągnąć niemożliwe do obrony strzały.

Jest element w grze Stipicy, który Pan szczególnie docenia?
Gdy patrzę na jego grę to przede wszystkim nie widzę minusów. Gwarantuje stabilność, nie popełnia błędów, nieźle gra nogami, ma fajny refleks i broni te niemożliwe sytuacje. Zasłużenie dużo się o nim mówi.

Po paru latach nieobecności „wrócił” Pan do Szczecina, regionu i nieoczekiwanie związał się z Pomorzaninem Nowogard. Jak do tego doszło?
Decydowały względy rodzinne, bo latem różne oferty się pojawiły. Ale mam syna w drugiej klasie podstawówki, więc nie chciałem, by co roku szkołę zmieniał, więc wróciłem. Mój przyjaciel z Nowogardu - Damian Simiński – już wcześniej mi sygnalizował, że prezes Pomorzanina byłby zainteresowany współpracą ze mną, więc spotkaliśmy się, dogadaliśmy się i podpisałem trzyletni kontrakt. Mógłbym sobie jeszcze z kilka lat pograć minimum w I lidze, ale postanowiłem pójść w drugą stronę - objąć rolę koordynatora szkolenia bramkarzy w klubie i młodzieży. W Nowogardzie są ciekawe plany, powstało niedawno sztuczne boisko za ok. 2 mln zł, są perspektywy na rozwój pracy z młodzieżą, burmistrz zapewniał mnie, że wkrótce wyremontowane będą szatnie, a w planach jest stworzenie akademii. Sam Pomorzanin chciałby w ciągu czterech lat awansować o dwie klasy rozgrywkowe, więc ambicji nie brakuje. Cieszę się, że jeszcze mogę pograć w piłkę, a proszę mi wierzyć, że piłkarze z okręgówki też potrafią uderzyć i trzeba się spiąć, by nie dać plamy.

Pracując z młodzieżą jest już Pan spokojniejszy, opanowany, już nie tak gadatliwy?
Podczas kariery udzieliłem jednego wywiadu, gdy pod wpływem dużych emocji mocno oceniłem kolegów, ale wtedy było to słuszne. W pracy z młodymi przestawiam sobie tryb na typowego opiekuna, który musi być cierpliwy. I takim jestem, ale staram się być też wymagającym oraz trzymam dyscyplinę na zajęciach.

Jak się Panu pracuje z byłym bramkarzem, a obecnie trenerem Pomorzanina Kamilem Twarzyńskim? Do pewnego momentu wyglądało to bardzo dobrze, bo potrafiliście nawet wygrać na boisku lidera, ale w końcówce jesieni było słabiej.
Specyfika amatorskich lig – chłopcy grają i trenują dwa razy w tygodniu, więc trudno o stabilizację formy. Z trenerem mamy partnerskie relacje. W szatni mówimy oficjalnie, ja zwracam się „trenerze”, a poza boiskiem jesteśmy na „Ty”. Trener mocno pracuje nad defensywą drużyny i są efekty, bo tracimy najmniej bramek. Mamy 6 punktów straty do Jezioraka, ale wiosną jest to do wyciągnięcia. Tylko, że musimy solidnie przepracować zimę.

Mocniejsze kluby z regionu już proponowały lepsze pieniądze za przyjście?
Nawet niedawno była jedna taka oferta, ale to się rozmyło. Chodziło też w zasadzie o samą grę, a ja już chcę wchodzić w etap szkolenia młodych bramkarzy, by kiedyś zaistnieli w ekstraklasie lub wyżej. Wybrałem stabilizację o czym świadczy trzyletnia umowa. W ramach kontraktu szkolę za darmo chłopców z Pomorzanina, a przy okazji mogę odpłatnie prowadzić też grupę chłopców spoza Nowogardu czy klubu. Miałem plany na szybszy rozwój mojej szkółki, ale trzeba było to odłożyć w czasie ze względu na koronawirusa. Jak będzie spokojniej wrócimy do pomysłów. Jest przychylność burmistrza Nowogardu, by w mieście stworzyć coś ciekawego, więc tylko trzeba to fajnie wykorzystać.

Rozmawiał Jakub Lisowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie