Szczecin. Szokujący billboard przy Jasnych Błoniach to symbol rodzinnych dramatów, a chodzi o los dziecka po rozwodzie rodziców

Marek Jaszczyński
Marek Jaszczyński
O nietypowej grafice, prezentowanej na przyczepie, poinformował nas Czytelnik. Jego dziecko rozpłakało się na widok billboardu. Sprawę zgłosił do straży miejskiej.
O nietypowej grafice, prezentowanej na przyczepie, poinformował nas Czytelnik. Jego dziecko rozpłakało się na widok billboardu. Sprawę zgłosił do straży miejskiej.
Wracamy do tematu dotyczącego szokującego billboardu, który pojawił się na lawecie zaparkowanej przy Jasnych Błoniach. Grafika ma symbolizować alienację dziecka od jednego z rodziców, co jest formą przemocy, mogącą doprowadzić do zaburzeń osobowościowych, emocjonalnych, społecznych i rozwojowych dziecka.

- Bardzo dziękuję za zainteresowanie sprawą billboardu, który pojawił się na ulicach Szczecina obrazujący temat tabu jakim jest alienacja rodzicielska - napisał do nas pan Paweł.

- Sprawa jest bardzo istotna, gdyż dziesiątki tysięcy polskich dzieci doświadczają na co dzień takiej właśnie sytuacji jaka jest przedstawiona na tym obrazie. Niestety ze względów politycznych temat jest bardzo niewygodny, gdyż uderza w środowisko kobiece (głównie stosujące ten rodzaj przemocy psychicznej wobec dzieci). Ze względu na rachunek polityczny temat ten jest zamiatany pod dywan lub odkładany na półkę w szafkach polityków, czego najlepszym przykładem jest historia Senackiego Druku 63 oraz związanych z nim petycji społecznych wspierających wprowadzenie opieki naprzemiennej w wychowaniu dzieci po rozwodzie, czyli równouprawnienia rodziców wobec dzieci.

Prosiłbym tutaj nie upatrywać żadnej winy w autorze bilbordu, gdyż byłoby to "najprawdopodobniej karanie ofiary za to, że odważyła się powiedzieć, że jest ciemiężona". Raczej tej w sytuacji odezwałbym się w pierwszej kolejności do Sądów Rodzinnych/Okręgowych i Polityków, gdzie ci drudzy ustanawiają takie warunki prawne, aby ci pierwsi mogli ustanawiać takowe relacje jak są przedstawiane na billboardzie. Tu należy zaznaczyć, iż sytuacja ta jest niezależna od obecnej opcji politycznej, gdyż Druk Senacki nr 63 jest blokowany w Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej, której przewodniczącymi są Jan Filip Libicki (PSL) oraz Magdalena Kochan (PO).

Oczywiście płacz dziecka czytelnika, który zgłosił do szanownej redakcji zaistniałą sytuację jest przykry. Nie mniej proszę zauważyć iż na uwagę również zasługuje płacz dzieci, które znajdują się w sytuacji, która przedstawiana jest na billboardzie. Sam osobiście przeżywałem to kilkukrotnie, gdy musiałem odwieźć dzieci do matki, gdyż takie jest orzeczenie sądu, że ona jest rodzicem pierwszoplanowym, posiadającym pieczę. Jest dla niej przyzwolenie na wykonanie tzw. "pierwszego uprowadzenia w gratisie" jakim jest wywiezienie dzieci cichaczem z domu rodzinnego oraz przeniesienie się do innej miejscowości.

Przykre jest, gdy na parkingu przez pół godziny syn płacze, że chce zostać u taty lub córka nie chce wyjść od ojca, aby wrócić do matki, a uszanowanie woli dziecka w tym momencie w polskich warunkach może się zakończyć co najwyżej "child alert-em" na ojca. Matka, otrzymując nieograniczoną władzę od Sądów Rodzinnych/Okręgowych, może robić z dzieckiem co jej się tylko podoba i prowadzić bez żadnych ograniczeń alienację rodzicielską, gdyż nie ma skutecznych rozwiązań prawnych, aby temu zapobiegać.

ZOBACZ TEŻ:

Tokio Raport - rozmowa z Karoliną Pęk

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Grzegorz Wisniewski

Pewnie czytelnik sam by sie rozplakal gdyby (odpukac) i z synem moglby po rozwodzie mogl spotykac sie od godziny do godziny tylko w okreslone sadowo dni. Gdyby mu wyskoczyla rodzinna uroczystosc w terminie nie przypadajacym na "kontakty" to musialby zlozyc oplacony (100pln) wniosek do Sadu. Ten oczywiscie rozpatrywalby go zapewne ze 3-4tygodnie najmniej. Jesli by Sedzia nie zdazyla to oddalilaby bo minal okres zapadalnosci. Oczywiscie 100pln juz poszlo na poczet wymiaru sprawiedliwosci. Znani sa sedziowie (np pewna w Poznaniu) ktore wrecz specjalizuja sie w ten sposob w demontazu wiezi rodzicielskich, ile lez dzieci , rodzicow ma taki urzednik sadowy na rekach...

Dodaj ogłoszenie