Setna rocznica urodzin najbardziej znanego wojewody szczecińskiego. A Borkowicz miał ciekawe życie!

Marek Jaszczyński
Marek Jaszczyński
Na temat Leonarda Borkowicza rozmawiamy z Katarzyną Rembacką, ...
Na temat Leonarda Borkowicza rozmawiamy z Katarzyną Rembacką, ... Marek Jaszczyński
Na temat Leonarda Borkowicza, pierwszego szczecińskiego wojewody, rozmawiamy z Katarzyną Rembacką, historykiem pracującym nad biografią Borkowicza.

- Z jakiej rodziny wywodził się Borkowicz urodził się w Wiedniu, czy jego rodzina mieszkała tam na stałe?- Losy przodków na tym etapie badań nie są rozpoznane. Materialny status rodziny Berkowiczów, bo tak brzmi właściwe nazwisko, nie był najlepszy. Rodzina krąży po terenie monarchii, a Wiedeń to raczej przypadek. Miejscem najbardziej tożsamym dla Berkowiczów był Lwów. Ojciec był m.in. dyrektorem szybów naftowych w galicyjskiej Ropience. To dom inteligencki, rozmawia się po francusku, niemiecku i rosyjsku, ale niezamożny, a nawet prowadzony ponad stan. Były niespłacone weksle ale jednocześnie dziećmi opiekowała się guwernantka. Matka Borkowicza, Laura, zajmowała się zarobkowym szyciem, przejmując ciężar utrzymania rodziny gdyż ojciec często tracił pracę. Leonard miał młodsze rodzeństwo: siostrę Marylę i brata Zbigniewa.

- Co powoduje, że młody Leonard związał się z lewicą? Czy miało na to wpływ dzieciństwo?
- Myślę, że tak. Status rodziny był nienajlepszy. Na polityczną atmosferę domu rodzinnego wpływ miał Herman Liebermann – był mężem siostry matki Leonarda. Również ojciec, Emil,  nie stronił od lewicowych poglądów. W przypadku młodego Borkowicza swoistym  katalizatorem mógł okazać się wiec zorganizowany we Lwowie przez komunistów – wygłaszane tam płomienne mowy na długo zapadły mu w pamięć i skłoniły do przystąpienia do partii komunistycznej. Zresztą za tę ideologiczną fascynację przyjdzie mu słono zapłacić. W szkołach do których uczęszczał zakładał partyjne komórki – usunięto go za to ze wszystkich szkół okręgu lwowskiego wręczając tzw. wilczy bilet. Bogaty stryj Michał wysłał go w misji ratunkowej do niemieckiego Altenburga, płacąc za naukę, gdzie miał ukończyć technikum lotnicze. Młody Borkowicz przystępuje jednak do Komunistycznej Partii Niemiec i zostaje usunięty z terenu Niemiec.

- Za co trafił do Berezy Kartuskiej?
- Za to, że był działaczem Komunistycznej Partii Polski. Nie miał przeszłości kryminalnej – był więźniem politycznym. Borkowicz z pewnością bardziej czuł się wówczas komunistą niż Polakiem. Ale weźmy pod uwagę czasy, w których przyszło mu dojrzewać. Każdy miał inny obraz Polski, która narodziła się w 1918 roku. Tak bardzo tęskniono do własnej państwowości, że budowano wyidealizowane obrazy wolnej ojczyzny. A rzeczywistość mogła rozczarować, było mnóstwo problemów politycznych czy gospodarczych. Narodowościowa i wyznaniowa mozaika II RP generowała poważne, wewnętrzne trudności. Komuniści działający w II RP byli traktowani jako zdrajcy, bo mówili o internacjonalizmie. Myślę, że dla takich młodych ludzi jak Borkowicz było to wyzwanie ideologiczne, oni rzeczywiście agitowali po zakładach pracy, wchodzili w robotnicze środowisko i tam próbowali działać.  Leonard w tym czasie odpowiadał we Lwowie za tzw. technikę, zajmował się kolportażem „bibuły”, rozprowadzaniem druków ulotnych. Został przyłapany niemal na gorącym uczynku z szyfrogramami - ego proces polityczny nosi nazwę "Towarzysz Berkowicz i inni", toczy się od 1932 do 1933 roku. Dostał wówczas pięć lat, odsiadując wyrok w Drohobyczu i we Lwowie. Pod koniec odsiadki został zwolniony na mocy amnestii, ale już po paru miesiącach trafił do miejsca odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Również za działalność polityczną. Warunki w obozie były bardzo ciężkie a Borkowicz nieugięty i krnąbrny - kilkadziesiąt dni siedzi w izolatce, skromne posiłki otrzymując co drugi dzień. Jest w tej sytuacji hardy i odporny na próby złamania, zyskując tym samym sympatię starszych towarzyszy.

- Czy uczestniczył w wojnie obronnej Polski?
- W 1939 roku był w Warszawie, skąd wychodzi prawdopodobnie w drugim czy trzecim tygodniu walk. Udał się na wschód ostatecznie trafiając do Lwowa. W czasie sowieckiej okupacji został „Czerwonym Mydlarzem” czyli dyrektorem fabryki mydła. Ciężko powiedzieć jak czuł się w tej sytuacji. W każdym bądź razie wiosną 1940 roku został wcielony do Armii Czerwonej, a po wybuchu wojny z Niemcami został skierowany do tzw. strojbatu  (obozu pracy) jako tzw. zapadnik. Tak nazywano tych, którzy byli na zachodzie, którzy mogli być potencjalnie „elementem politycznie niepewnym”. Dokumentacja przechowywana w moskiewskich archiwach potwierdza, że Borkowicz podejmował próby wyrwania się z obozu i prosił o przeniesienie do armii. Ostatecznie w randze kapitana trafił do dywizji kościuszkowskiej gdzie został zastępcą dowódcy pułku do spraw politycznych. Nie był liniowcem, ale w bitwie pod Lenino, w której poległ jego młodszy brat, to on faktycznie dowodził jednostką. Za czyn ten otrzymał awans  i został dowódcą pułku. Zawsze bardzo mocno podkreślał żołnierską część życiorysu. Później trafił do Polskiego Sztabu Partyzanckiego. To dziwna jednostka, miała zajmować się pozyskiwaniem żołnierzy podziemia z terenów Rówieńszczyzny, do armii polskiej w ZSRR. Działał tam z pisarzem Jerzym Putramentem, a z pisanych przez nich raportów, które znajdują się w Archiwum Akt Nowych, widać kompletną nieznajomość realiów okupacji. Wysłannicy prowadzili agitację można jednak przypuszczać, że jednym z ich zadań była również działalność wywiadowcza. Stamtąd Borkowicz został przerzucony do administracji - PKWN skierował go na teren Białostocczyzny. Był tam przez 3 miesiące, w gorącym okresie kiedy toczyły się walki pomiędzy przedstawicielami państwa podziemnego i „nową władzą”. Nie wiem, czy to jest dobra karta w jego życiu – okres ten wymaga przeprowadzenia dokładnych badań. Z pewnością Borkowicz jest w oczach władz partyjnych osobą godną zaufania. Stamtąd został skierowany na zastępcę komendanta głównego Milicji Obywatelskiej i tutaj znowu funkcja polityczna. Trwa to od października 1944 do marca 1945 roku.

Od kwietnia 1945 jest pełnomocnikiem rządu na terenie Pomorza Zachodniego. Później wracał do tego okresu z nostalgią. Ten pierwszy rok spędził w Koszalinie, dopiero po marcu 1946 roku wprowadził się do gmachu na Wały Chrobrego. Pisze mnóstwo sprawozdań, wniosków, ciągle dobija się o pieniądze, które miały pomóc w zagospodarowaniu tych ziem. Przypomnijmy, że ich status jest trudny. Możemy Stalina nie lubić, ale pamiętajmy, że to on zdecydował, że Szczecin jest Polski. Borkowicz był bardzo aktywny w tej kwestii - jeździł na rozmowy do Moskwy, do Berlina, przeprowadzał rozmowy się z marszałkiem Rokossowskim, czy Iwanem Sierowem z NKWD.

- Skąd wziął się pomysł, żeby do Szczecina sprowadzić literatów?
- Myślę, że był zafascynowany Jerzym Borejszą (publicystą, działaczem komunistycznym - przyp. red.), który prowadził agitację wśród twórców, żeby wracali do kraju. Borkowicz robił to samo. Gałczyńskiemu oferował willę na Pogodnie, Witold Wirpsza wylądował na Głębokim. Był to pomysł na rozbudzenie intelektualne, ale to osadnictwo literackie nie wypaliło, Gałczyński był tu raptem miesiąc, inni twórcy też zaczęli opuszczać Szczecin. Borkowicz upatrywał źródeł klęski pomysłu w tym, że nie było w mieście uniwersytetu.

- Jak został zapamiętany z tamtego okresu?
- Miał bujne życie osobiste, był postrzegany jako przystojny mężczyzna. Gdy przyjechał do Szczecina miał 33 lata, panie były nim zachwycone: miał wygląd dziarski, nosił się "po wojskowemu", z wąsem, był świetnym gawędziarzem z charakterystycznym zaśpiewem lwowskim.

- Dlaczego zrezygnował z funkcji wojewody?
- W 1948 dochodzi do walki między Gomułką a Bierutem. Gomułkę oskarżono o „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Borkowicz był świadomy, że „jego” zarządzanie już się kończy, nie będzie swobody działania, realizacji własnych pomysłów, otaczania się zaufanymi ludźmi. Po zmianach było to wszystko pod kontrolą centrali partyjnej. Prawdopodobnie starał się o przeniesienie co zyskało akceptację w Komitecie Centralnym PPR gdzie ostatecznie zapadła decyzja o powierzeniu mu od marca 1949 roku stanowiska ambasadora RP w Pradze.

- Podobno z powodu incydentu w Pradze został odwołany z funkcji ambasadora?
- Halina Bukowiecka, jego żona została oskarżona o kontakty z oficerami niemieckimi w czasie okupacji Grodna. Próbował bronić żony, miał nawet przyjechać z Pragi do Szczecina, aby tę sprawę wyjaśniać. W Pradze doszło też do incydentu z funkcjonariuszem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, którego zrzucił ze schodów. Borkowicz dowiedział się, że jest przez niego szpiegowany.. Właściwa dokumentacja sprawy prowadzonej przez MBP się nie zachowała ale jest materiał z archiwów PZPR. Musiał rozejść się z żoną, złożył samokrytykę pisząc bardzo prawowierny list do Bieruta. Mocno to odchorował - pomimo rozwodu pozostał w związku z Haliną, urodził się drugi syn. Żona wyjechała z młodszym synem do Kanady w 1956 roku. Wszystko to spowodowało, że nie pełnił później żadnych funkcji partyjnych, a te stanowiska na które trafiał, są przypadkowe, pracował m.in. w Hucie Warszawa.

- To podobno on zdecydował o realizacji filmu "Kanał "?
- W 1954 roku trafia do Centralnego Urzędu Kinematografii. I tu, w środowisku twórczym, rzeczywiście dobrze się czuł.Podczas komisji oceny scenariuszy opiniowano projekt Andrzeja Wajdy, który przedstawił scenariusz Jerzego Stawińskiego. Borkowicz na początku był przeciwny powstaniu filmu, ale pod koniec dyskusji stwierdził, że to ciekawy materiał, zaś po drugim posiedzeniu KOS-a wydał decyzję o jego powstaniu. To on pojechał do Cannes z Andrzejem Wajdą po odbiór nagrody.

Odwilż roku 1956 powoduje, że Borkowicz wydał zgodę na realizację filmu Aleksandra Forda, "Ósmy dzień tygodnia" na podstawie prozy Marka Hłaski, który został zrealizowany w koprodukcji z zachodnioniemiecką kinematografią. Gomułka określił film jako rewizjonistyczny, w efekcie zaczęto szukać haków na Borkowicza. Podstawą do jego usunięcia było rzekome  wypożyczenie mebli z planu filmowego reżyserowi. W efekcie trafił do redakcji historycznej wydawnictwa "Książki i Wiedzy" gdzie pracował do 1968 roku.

- Czy wypadki z 1968 roku są dla niego wstrząsem?
- W wieku 57 lat został pozbawiony pracy. To spowodowało jego totalną degradację finansową - cierpi na bezsenność, cierpi na depresję, ma na utrzymaniu syna. Dzięki przyjaciołom udaje mu się załatwić rentę. Aż do 1989 roku ma status młodego rencisty. Nie chciał wyjeżdżać z Polski. Został sam, bo za granicę wyjeżdża starszy syn, Piotr. Przez 21 lat czytał książki, śledził - dyskutował z przyjaciółmi, mówiąc o sobie „antykomunista”. To trudne, bo przekreśla dorobek życia. Nie chciał antykomunizmu pokazywać na zewnątrz, włączył się w działanie prosolidarnościowe, udostępniał mieszkanie na spotkania działaczy opozycji z Mazowsza, ale robił to taktownie. Był w głębokiej depresji. W 1989 roku popełnił samobójstwo - decyzja była spowodowana bardzo złym stanem zdrowia.

- Gdyby Pani mogła podsumować zasługi Borkowicza dla Pomorza Zachodniego?
- Wydaje mi się ,ze najważniejsza rola Borkowicza dla regionu to jego walka o polskość Szczecina. Nie tylko na arenie międzynarodowej, ale również na linii Warszawa - Szczecin, wiele rzeczy załatwił. Nie wiem, czy po nim była tak wyrazista postać na stanowisku wojewody.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wysokie dopłaty do węgla – kończy się termin składania wniosków

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na szczecin.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie