Samochody z PRL-u dzięki Panu Damianowi ze Szczecina odzyskują drugą młodość. Wśród nich żuk karawan! [ZDJĘCIA]

Leszek Wójcik
Leszek Wójcik
Najpierw był polonez 1500 "Borewicza" z 1981 r., potem duży fiat, kolejny polonez (Milicji Obywatelskiej), maluch, towarowo-osobowa syrena bosto... Przed domem pana Damiana stoi jeszcze żuk karawan i plastikowy trabant. Wszystkie samochody są w pełni sprawne. Większość ma żółte tablice rejestracyjne montowane wyłącznie w pojazdach zabytkowych. To oznacza, że mają co najmniej 30 lat.

Samochody stoją przy ul. Ostrawickiej na szczecińskim Pogodnie. Największą uwagę skupia oczywiście milicyjny polonez. Starsi kierowcy widząc go automatycznie ściągają nogę z gazu.

- Stare przyzwyczajenie. Już zawsze będę tak reagował, to odruch - przyznaje ze śmiechem przejeżdżający taksówkarz.

Samochód jest pomalowany przepisowo: na niebiesko-biało, z dużym napisem "MILICJA" na bocznych drzwiach, a także kogutem i "szczekaczkami" na dachu. Choć różni się szczegółami od oryginału, bardzo przypomina milicyjny radiowóz.

Jednak najwięcej kontrowersji wzbudza stojący kilka metrów dalej pomalowany na czarno żuk. Przez duże okno "dostawczaka" widać za firaneczkami drewnianą trumnę, a na niej klepsydrę: "Ś.p. Zdzisław Dyrman. Urodzony: Kiedyś tam. Zmarł niedawno".

- Dramat. Chciałby pan mieć przed domem taką dekorację? - pytają sąsiedzi. Dzieci z pobliskiej szkoły zaglądają z ciekawości przez szybę ale widać, że trumna troszkę je deprymuje.

- Tam leży trup - mówią z nerwowym uśmieszkiem.

- Trumna z klepsydrą Zdzisława Dyrmana, to oczywiście żart - tłumaczy jej właściciel, pan Damian. - Nawiązanie do kultowego polskiego filmu "Miś". Jestem przekonany, że wszyscy pamiętają jedną z najlepszych scen tego filmu, kiedy Zdzisław Dyrman przedstawia głównym bohaterom swoją żonę, Zofię. Ja ją uwielbiam.

Pan Damian mówi o sobie, że jest "szczególarzem". Jak powie "A", to musi powiedzieć "B".

- Dlatego budując karawan wsadziłem do środka trumnę, znicze i wieńce pogrzebowe. Ale żeby nie było zbyt poważnie, klepsydrę opisałem w taki sposób, by od razu było jasne, że to żart.

Karawan pana Damiana ma swoją historię.

- Wiele lat temu zobaczyłem na Węgrzech zdjęcie podobnego karawanu - opowiada. - Bardzo mi się wtedy spodobał. Od razu pomyślałem, że zbuduję podobny.

Bo pan Damian motoryzacją pasjonuje się od dziecka. Najpierw, jak wielu w jego wieku, zbierał metalowe "resoraki". Potem przerzucił się na modelarstwo.

- Jak nie mogłem mieć jakiegoś modelu resoraka, to starałem się go zbudować. W końcu jednak postanowiłem mieć samochód w skali jeden do jednego.

Po pierwsze w swoim życiu auto, zastawę 750, pojechał do Poznania.

- Niestety nic z tego nie wyszło. Właściciel zgubił kluczyki i próbował swoją zastawkę odpalić na kable. Nie umiał, więc sobie odpuściłem. Wracając do Szczecina kupiłem od znajomego poloneza.

Potem był fiat 125 p, polonez caro, maluch...

- Którego następnie zamieniłem na dużego fiata - podkreśla. - W PRL uznano by to za interes życia: zamienić malucha na dużego fiata!

Wszystkie pojazdy były kupione okazyjnie

- Część była w takim stanie, że tylko wsiąść i jechać. Ale przy kilku trzeba było jednak trochę popracować.

Pan Damian naprawia, przerabia, maluje i konserwuje swoje eksponaty w przydomowym garażu - tylko większe roboty wykonuje u znajomego w warsztacie. Jedynie do przeróbki karawanu trzeba było wynająć większy (wyższy) garaż.

- Żuk, z którego zrobiłem karawan, pierwotnie był samochodem strażackim - przyznaje. - Był mocno wyeksploatowany. Aby go doprowadzić do jako takiego stanu, dłubałem przy nim ponad półtora roku. Wszystkie wolne popołudnia. Ale nie miałem wyjścia. Kiedyś pierwszego poloneza oddałem do naprawy w Polmozbycie. Zapłaciłem jak za zboże i jeszcze mi powiedziano, że nie dają gwarancji. To im podziękowałem.

Pan Damian jest z wykształcenia historykiem - pracuje w szczecińskim Muzeum Techniki i Komunikacji. Kiedy wraca z pracy, idzie do swojego prywatnego muzeum z podobnymi reliktami. Jak zapewnia, nigdy się nie uczył na mechanika.

- Ale to nie problem. Do aut z tamtych czasów dodawano książki typu "Sam naprawiam", bo każdy właściciel samochodu musiał być wtedy złotą rączką. Z tym, że samochody były zdecydowanie mniej skomplikowane - można je było naprawić własnym sumptem. Nie tak jak dzisiaj, kiedy trzeba jechać do serwisu, by wymienić żaróweczkę.

Wszystkie pojazdy są na chodzie. Żeby się "przepaliły", ich właściciel jeździ do pracy codziennie innym

- Trochę rzeczywiście palą, ale wbrew pozorom, nie aż tak dużo, jak ludzie myślą. W mieście mój polonez faktycznie żre 12-13 litrów na sto kilometrów, ale już na trasie schodzi do 8-9 litrów. Kiedyś rozpędziłem go do 155 km/h. Ale tylko raz.
Największy kłopot jest z zatankowaniem trabanta. To auto bowiem wymaga innego paliwa. Egzemplarz zaparkowany przy ul. Ostrawickiej został wyprodukowany w maju 1990 r. - dwa miesiące później zaprzestano produkcji aut z silnikiem dwusuwowym

- Aby go uruchomić wlewam więc do zbiornika paliwo przeznaczone do kosiarek i pił spalinowych, a potem tankuję benzynę 95 oktan. W ten sposób wychodzi specjalna mieszanka. Po odpaleniu silnika z rury wydobywa się charakterystyczny błękitny obłoczek.

Najstarsze auto pana Damiana, żuk laweta, jest z 1972 r. Najmłodsze, skoda favorit, z 1991 r.

- To oznacza, że wszystkie są ode mnie starsze - i prawdopodobnie dlatego nie patrzę na nie z sentymentem. Nie myślę w ten sposób, że mój tata takim jeździł albo, że takim pojechałem kiedyś na wakacje do Bułgarii. Kupuję je, bo po prostu mają swój urok: nie mają klimy, ale mają klimat. Gdybym chciał te wszystkie bajery, które zakładają we współczesnych samochodach, to bym sobie takie auto kupił. Ale ja nie chcę.

Pan Damian przyznaje, że każdy jego wóz nie kosztował więcej niż 6-8 tys. zł. Dziś się okazuje, że auta "z minionej epoki" zaczynają być modne. Przez to wciąż nabierają wartości. Ich cena przez ostatnie kilkanaście miesięcy skoczyła dwu-, a nawet trzykrotnie w górę.

- Nie dbam o to. Nie kupowałem ich dla zysku. Dlatego nie liczę też, ile na te samochody wydałem, ile mnie co miesiąc kosztują i ile godzin im codziennie poświęcam. Wychodzę z założenia, że każde hobby kosztuje. Moje też.

ZOBACZ TEŻ:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rząd planuje finansową pomoc dla PKP Intercity

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na szczecin.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie