Największe gwiazdy polskiego show biznesu w obiektywie szczecinianki. Zobacz ZDJĘCIA!

Agata Maksymiuk
Agata Maksymiuk
Fotografuje największe gwiazdy polskiego show biznesu oraz profesjonalne modelki i modeli. Jej zdjęcia trafiają na okładki magazynów i niezliczone portale branżowe, a prowadzone przez nią warsztaty w mig zapełniają się uczestnikami. I choć przed nią jeszcze wiele marzeń do spełnienia, to już samo obserwowanie ścieżki jej rozwoju to ogromna przyjemność. Tym bardziej, że pierwsze publikacje szykowała właśnie z nami.

Na naszych łamach mieliśmy okazje poznać Twoje prace, ale tak naprawdę nie mieliśmy okazji poznać Ciebie. To dość banalne pytanie, ale - dlaczego zdecydowałaś się chwycić za aparat?

- To był przypadek. W moim domu aparat był zawsze, bo tata fotografował. Zabierał aparat na wszystkie podróże. Któregoś dnia poprosiłam, żeby mi go pożyczył na ferie zimowe, które spędzałam w ukochanej stajni. Tak to się zaczęło. Do dzisiaj pamiętam (i mam nadal!) zdjęcia, które wtedy zrobiłam. Potem aparat regularnie ze mną wyjeździł - były zwierzęta, wschody i zachody słońca, ale nigdy nie myślałam o fotografowaniu ludzi. Wtedy chciałam pracować dla National Geographic! W końcu znajome, na jednym z obozów, namówiły mnie, żebym i im „strzeliła” kilka zdjęć. Chwile później pojawił się fanpage na Faceboooku, konto na Maxmodels, pierwsze sesje, modelki. I zanim się obejrzałam uświadomiłam sobie, że w życiu nie poznałabym tych wspaniałych ludzi, których znam dzięki fotografii. Potem też zrozumiałam, że pokazuję na swoich zdjęciach osoby w sposób, którego one same nie widzą. Fotografia to potężne medium do pracy nad sobą, leczenia kompleksów, sprawiania ludziom przyjemności. Dalej już poszło samo, bo te uczucia napędzają do działania!

ZOBACZ TEŻ:

Fotografia była dla Ciebie pierwszym wyborem jeśli chodzi o zawód? Zdaje się, że po drodze otarłaś się też o taniec, żeglarstwo, jazdę konną… i zgaduje, że wiele więcej (uśmiech).

- Absolutnie nie! Jako dziecko marzyłam o weterynarii, wybiła mi to z głowy moja ówczesna mentorka, właścicielka stajni, do której jeździłam. Pokazała mi leczenie zwierząt z innej strony. Poszłam na studia, kierunek fizjoterapia. Tam mój wykładowca stwierdził, żebym się zajęła fotografią, i to nie dlatego, że słabo mi szło na zajęciach (uśmiech). Rzuciłam studia i Warszawę, w której wtedy mieszkałam i postanowiłam zrobić karierę jako instruktor nurkowania. Szybko się okazało, że to też nie takie proste w Polsce. Taniec był cudnym epizodem, ale nigdy nie brałam pod uwagę, żeby to było coś, co do końca życia będzie mi dawało chleb. Poszłam na etat, trochę fotografowałam, nurkowałam, aż któregoś dnia uznałam, że poświęcam zdjęciom tyle czasu, że albo zacznę to robić na poważnie i robię z tego biznes, albo będę robić sesje tylko w wolnym czasie. Po raz pierwszy zrezygnowałam z etatu i zaczęłam uczyć się jak prowadzić biznes i jak się reklamować, bo nie miałam o tym zielonego pojęcia! Z wieloma przystankami i potknięciami okazało się, że fotografia to jest właśnie to. Do dzisiaj to moja ogromna pasja, a nie tylko zawód. Żeglarstwo pojawiło się kilka lat temu, kiedy zdecydowałam się ruszyć w rejs dookoła świata. I ruszyłam! (uśmiech). Są plany, aby to powtórzyć, więc kto wie czy za kilka lat znowu nie wyląduję na pokładzie.

Wracając do teraźniejszości (uśmiech)... Dziś możesz pochwalić się wieloma pięknymi okładkami i publikacjami. Współpracujesz z największymi gwiazdami. Masz zespół, z którym najbardziej lubisz działać?

- Dziękuję za tak miłe słowa! Zresztą z tymi okładkami i publikacjami na poważnie zaczęło się właśnie z wami (śmiech). Do dzisiaj jak wspominam tę drogę, to nie mogę się nadziwić, jak to poszło i dokąd mnie doprowadziło. Jeśli chodzi o gwiazdę, z którą pracuję najczęściej i kocham te nasze sesje nad życie, to z pewnością będzie to Natasza Urbańska. Doskonale pamiętam, kiedy pierwszy raz napisała do mnie Monika, jej agentka, i jak myślałam, że to taki głupi żart (śmiech). Dzisiaj nie potrafię zliczyć ile sesji razem zrobiłyśmy! Uwielbiam Nataszę za jej energię, za pełne zaufanie, za luz, za skromność i za to, że w swoim towarzystwie nigdy nie czuję, że jesteśmy w pracy. To czysta przyjemność! 
Ale ja w ogóle mam niesamowite szczęście do ludzi. Natasza dała mi ogrom wiatru w żagle i pozwoliła uwierzyć, że mogę pracować z każdym, o kim marzę. Od tamtego czasu pracowałam z wieloma gwiazdami. I każda z tych sesji była wspaniała. Nie miałam ani jednej przykrej sytuacji czy niesmaku. Każda jedna osoba, która stawała przed moim obiektywem, okazywała się wspaniała, nigdy nie odczułam gwiazdorzenia, czy negatywnej energii. To niesamowity zaszczyt trafiać właśnie na TAKIE osoby.

A jak to wszystko dzielisz z życiem prywatnym? W końcu wychowujesz córeczkę. Jak często mała bywa z Tobą na planach? Jakie są reakcje zespołu?

- Sama nie dałabym rady z tym wszystkim (uśmiech). Przez pierwszy rok Młoda sporo ze mną jeździła, ale na planie pomagał mi przy niej mój tata albo najlepsza przyjaciółka. Teraz rzadko ze mną jeździ. Młoda zawsze była cudnie przyjmowana. Ale nie ukrywam, że podczas sesji jest tyle aspektów, które jako fotograf, i często organizator, muszę dopiąć, że wolę być w stu procentach skupiona na zadaniu. Będę szczera, bywa ciężko. Na szczęście mam ogromne wsparcie w narzeczonym. Córka nauczyła mnie idealnej organizacji czasu. Obróbkę zdjęć, telefony i inne załatwiam podczas jej drzemek albo w nocy, kiedy śpi. Teraz zaczynamy żłobkową przygodę, więc nie wiem, co zrobimy z taką ilością wolnego czasu (śmiech).

Twój rozwój bardzo łatwo można śledzić na Instagramie. Dzielisz się tam nowinkami, inspiracjami i pracami. Myślisz, że fotograf jest dziś influencerem?

- Staram się przybliżać kulisy swojej pracy, bo pamiętam, jak kilka lat temu marzyłam o tym, żeby zobaczyć ułamek tego jak taka praca wygląda naprawdę. Wiem też jak wiele można wyciągnąć z krótkich relacji i postów, gdy człowiek chce się uczyć i rozwijać. Staram się, żeby „nowe" osoby w branży miały choć odrobinę łatwiej, niż ja miałam (uśmiech). Jeśli chodzi o bycie influencerem, to myślę, że fotograf może nim być, ale nie musi. Choć nie ukrywam, że w dzisiejszych czasach cyferki w social mediach pomagają w pracy. Klienci często oceniają twoją wartość właśnie przez pryzmat liczb i to kogo fotografowałeś, a nie przez pryzmat talentu. Sama może tak tego nie odczuwam, ale uważam, że to smutne. Większość topowych fotografów tu i za granicą, skupia się na swojej pracy, a nie kolejnym zdjęciu stylówki do pracy czy kawki w drodze na plan. Najważniejsze, aby każdy działał w zgodzie ze sobą - ja staram się pokazywać kulisy pracy bez bycia influencerem, ale jeśli ktoś chce łączyć obie te rzeczy - czemu nie.

ZOBACZ TEŻ:

A tak w ogóle jaki wpływ na fotografie ma dziś Instagram? Dzięki filtrom każdy może być fotografem?

- Dzięki Instagramowi fotografia na pewno stała się o wiele dostępniejsza, łatwiejsza do zgłębiania. Social media pozwalają właściwie z dnia na dzień stać się celebrytą! I w pewnym sensie to ogromne ułatwienie. W Internecie jest wszystko, są wszyscy. Myślę jednak, że chociaż filtry stały się dostępne, to do bycia fotografem trzeba nieco więcej, niż ładnych kolorków. To co mnie przeraża, to moda na przerabianie twarzy, zmienianie rysów w sekundę. To olbrzymie zagrożenie, ale nie dla samej fotografii, a dla ludzi, dla ich postrzegania siebie i samooceny. Ja w ramach „buntu" bardzo często pokazuję zdjęcia bez retuszu. Zwieńczeniem tego będzie wystawa mojego projektu „Kobieta Prawdziwa". Pokażę w nim wyjątkowe osobistości bez grama retuszu, mam nadzieję, że otworzy to oczy wielu osobom (uśmiech).

Oprócz wystaw zdarza ci się brać udział - jako prelegent, w warsztatach oraz szkoleniach. Dzielenie się wiedzą i umiejętnościami z innymi to coś co przychodzi ci łatwo czy musiałaś się tego nauczyć?

- Raczej łatwo, tak też chyba jest to odbierane (uśmiech). W pewnym sensie od zawsze zajmowałam się szkoleniem innych - czy to ucząc tańca, czy szkoląc nurków. Dlatego nie mam z tym kłopotu. Co nie zmienia faktu, że za każdym razem to ogromne wyzwanie. W końcu nie robię tego dla siebie, tylko dla innych. Chcę, żeby uczestnicy wracali do domów zainspirowani z ogromem nowej wiedzy. To też niezwykle motywujące, gdy osoby po moich warsztatach rozkwitają i robią naprawdę wielkie rzeczy! Czuję ogromną dumę, że czasem to właśnie takie spotkanie było dla nich momentem przełomowym. A muszę przyznać, że trafiają do mnie wyjątkowo zdolne osoby (uśmiech).

Na koniec nie sposób zapytać o cel, jaki przed sobą postawiłaś. Okładka Vogue Australia czy raczej British Vogue?

- Nie będę wybrzydzać (śmiech). Ale faktycznie okładka Vogue to szczyt marzeń, zaraz obok sesji Johnnego Deppa! (śmiech) Na szczęście mam też mniejsze cele, które udaje się powoli realizować. Nie zamykam się na nowe możliwości i nie przywiązuję za bardzo do skreślania marzeń z listy. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że najważniejsza jest droga prowadząca na szczyt i w pełni się z tym zgadzam. Dzisiejsze zlecenia i współprace to coś, o czym nie marzyłam jeszcze 2 lata temu, więc strach pomyśleć, co uda się spełnić za kolejne 2 lata! Depp ma być w Polsce, więc kto wie. Świat jest mały (uśmiech).

ZOBACZ TEŻ:

Czy biały chleb jest zdrowy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie