MM Trendy. #Temat z okładki: Jazzowy globtrotter ze Szczecina

MM Trendy
MM Trendy
Sylwester Ostrowski: Jazzowy globtrotter ze Szczecina
Sylwester Ostrowski: Jazzowy globtrotter ze Szczecina Piotr Miazga / MUA: Agnieszka Szeremeta
Co robią kelnerzy w Tokio podczas jazzowych koncertów? Dlaczego Nowy Jork może stać się pułapką bez wyjścia? Jak na tle światowych metropolii wypada Szczecin, rodzinne miasto saksofonisty Sylwestra Ostrowskiego? Rozmawiamy o muzycznych podróżach, silnej woli i nowych możliwościach, które przyniósł ostatni rok.

Tekst: Małgorzata Klimczak / Foto: Piotr Miazga / MUA: Agnieszka Szeremeta

- Mijający rok upłynął Ci głównie pod znakiem Japonii - koncerty, wydana płyta. Co ten kraj zmienił w Twoim życiu?- Dał mi całkowicie nowe możliwości. To tam nagraliśmy, wydaliśmy i promujemy płytę „Just Music”, której współautorem jest bardzo popularny japoński pianista Makoto Kuriya. Do tego zagraliśmy kilka tras koncertowych. To wszystko otwiera nowe szanse.

- Podczas trasy zagrałeś koncerty w czterech japońskich miastach - Nagoyi, Osace, Hamamatsu i Tokio. Jak Was przyjęli?- Po pierwsze Japończycy są trochę inaczej przygotowani do odbioru muzyki niż na przykład Polacy. W Japonii nie tylko jazz jest popularny, ale i muzyka klasyczna. Utwory Coltrane'a, Davisa czy głos Elli Fitzgerald słyszałem w barach szybkiej obsługi, w sklepach spożywczych, w przejściach podziemnych itp. Swoją drogą czułem się z tym bardzo dobrze (śmiech).

Po drugie miłośnicy muzyki chcą jej słuchać przede wszystkim na żywo. Przychodzą na koncerty, potrafią w nich uczestniczyć. Nie rozmawiają w trakcie utworów, a kelnerzy nie kruszą lodu i nie mielą kawy, czy raczej robią to tak, żeby nikomu nie przeszkadzać. Serce klubu stanowi scena. Po koncercie publiczność cierpliwie czeka na autografy, zdjęcia i rozmowy z muzykami. Po trzecie japoński rynek muzyczny rządzi się innymi prawami. W Polsce sukcesem nazywamy to, że zagramy koncert, wydamy płytę lub gdy pojawi się o nas artykuł w prasie branżowej.

W Azji ten sukces ma inny wymiar. Tam płyty sprzedają się w tysiącach egzemplarzy, a kontrakty dają dużo większe możliwości. Przyjeżdżają artyści z całego świata, kolejka chętnych jest bardzo długa. Dzisiaj już wiem, że by odnieść sukces w Japonii, muszę być tam aktywny i obecny przez wiele lat. Na razie zdobyłem pewien przyczółek. Mój kwintet został zauważony, dostaliśmy dobre recenzje, płyta się sprzedaje. Zbudowaliśmy fundamenty, na których możemy dalej pracować.

- Kilka lat temu zdobyłeś inny przyczółek, czyli Nowy Jork. Mogłoby się wydawać, że to najważniejsze do zdobycia w muzyce jazzowej.
- Nowy Jork jest marzeniem każdego jazzmana. Każdy, kto ma tę możliwość, jedzie tam: studenci wyjeżdżają na stypendia, młodzi muzycy, którzy odłożą trochę pieniędzy oraz niespełnieni muzycy - tacy, którzy myślą, że już są gotowi. Prawda jest taka, że „zdobycie” NYC to bardzo skomplikowana sprawa. W tym mieście mieszkają najlepsi jazzmani świata. Ja pojechałem tam, żeby zobaczyć, jak to wygląda z bliska. Poza tym byłem wtedy producentem, bo nagrywaliśmy płytę Piotra Wojtasika. Kilku muzyków znałem już wcześniej. Zdobyłem tam wiele kontaktów, które podtrzymywałem podczas mojej działalności producenckiej i muzycznej w Polsce. Nie musiałem mieszkać w Nowym Jorku, a mogłem współpracować z nowojorczykami.

- Nie pomyślałeś nigdy, że mieszkając w Nowym Jorku mógłbyś osiągnąć więcej?
- Pomyślałem, ale to pewnego rodzaju pułapka. Paradoks polega na tym, że łatwiej mi grać z amerykańskimi muzykami mieszkając w Szczecinie. Poza tym znam wielu artystów, którzy pojechali do NYC i po jakimś czasie wrócili ponosząc porażkę.

- Co jest w takim razie atutem Szczecina?
- Każdy może znaleźć swój, bo z pewnością jest ich wiele. Dla mnie atutem Szczecina, mojego rodzinnego miasta, są ludzie. Może brzmi to banalnie, ale wielokrotnie się o tym przekonałem. Wszystko zaczyna się od człowieka. Najokazalsze mury nie wnoszą tyle, co przychylni i otwarci ludzie. Tak, jak Ela i Janusz Wysoccy z Horton Kirby, którzy pomagają mi prawie od zawsze. Tak, jak Tomek Wieczorek z firmy InLogic, z którym kilka miesięcy temu rozpoczęliśmy ciekawą współpracę a obecnie przygotowujemy specjalny koncert. I tak jak wielu innych partnerów, w tym i władze miasta, których przychylnością cieszę się od lat. Ponadto Szczecin jest miastem wystarczająco dużym, żeby robić poważne rzeczy, a wciąż jeszcze na tyle kameralnym, żeby można było tu spokojnie żyć. Mam znajomych, którzy mieszkają w dużych metropoliach światowych. Wszyscy oni mają ten sam problem. Samo utrzymanie się, opłacenie podstawowych kosztów wymaga od nich ogromnych nakładów pracy. Metropolie dają duże możliwości, ale wystawiają za to bardzo wysoki rachunek.

- Wiedziałeś o tym od początku?
- Kiedy zaczynałem 15 lat temu, byłem dwudziestoparolatkiem, który nie miał świadomości wielu spraw. Chciałem grać, działać, promować jazz. To były moje marzenia. Wiedzę, o której mówimy, nabywałem latami i zapłaciłem za nią słono. Czas, poświęcenie, wiele niepowodzeń. Dzisiaj jestem szczęściarzem, bo jestem o tę wiedzę bogatszy. Plusem mieszkania w Nowym Jorku, Paryżu czy Tokio jest to, że po sąsiedzku możesz mieć najlepszych muzyków, z którymi możesz grać, ale jednocześnie mieszkać w bardzo małym, obskurnym i niebywale drogim mieszkaniu. W Szczecinie, czy w miastach mu podobnych w tej części Europy minusem jest to, że takich muzyków możesz nawet nigdy nie spotkać.

- Ale udało Ci się przekonać ich, żeby przyjeżdżali do Szczecina.
- No chyba! Niektórzy z nich nazywają nawet Szczecin „drugim domem” (śmiech).

- Współpracujesz z muzykami z kilku krajów o różnej kulturze i mentalności.
- Ta mentalność jest całkowicie odmienna. Zauważyłem to już na początku grania z amerykańskimi muzykami. Ich podejście do pracy, do interpretacji pewnych zdarzeń, jest zupełnie inne. Dużo czasu spędzam w trasie, często z muzykami z poza Europy. To, czego się uczę, to respekt dla innych nawyków, zachowań. Na przykład polska wścibskość jest niezrozumiała dla Amerykanów, którzy bardzo dbają o swoją prywatność.

- Miałeś kompleksy na początku znajomości z nimi?
- Nigdy nie miałem kompleksów z tego powodu, że jestem ze Szczecina. To, że jestem stąd, zawsze dawało mi jakiś rodzaj siły. Zawsze podkreślałem, że Szczecin jest fajny, świetnie położony. Mieszkam tu od urodzenia i zawsze było mi zbyt daleko do Warszawy. Kiedy zaczynałem grać, środowisko warszawskie nie było zainteresowane jakąkolwiek formą współpracy ze mną. Naturalnie skierowałem się na Paryż i Nowy Jork i to było dla mnie zbawienie. Ale nie unikam stolicy. Znam tamtejsze środowisko artystyczne, ludzi z radia. Do Marka Niedźwieckiego miałem szczęście, bo jemu po prostu spodobała się moja płyta. Dała mu ją Zosia Sylwin, legendarna producentka koncertów w radiowej Trójce. Poprosił mnie o spotkanie i od tego zaczęły się nasze kontakty. Ja zagrałem koncerty w studiu im. Agnieszki Osieckiej, on przyjeżdżał do Szczecina zapowiedzieć wyjątkowe wydarzenia muzyczne. Prezentuje moją muzykę w swoich audycjach, a utwór „Soulmate” z płyty „Just Music” znajdzie się na jego kolejnej kompilacji „Smooth Jazz Cafe”, obok kawałków Diany Krall, Sergio Mendesa, Louisa Armstronga.

- Jak sobie wyobrażałeś swoją drogę, kiedy pierwszy raz pomyślałeś o graniu?
- Nie pamiętam. Zaczynałem grać dość późno, bo miałem 15 lat. Przez wiele lat nie wierzyłem w ogóle w to, że mi się powiedzie. Świadomą decyzję, żeby spróbować kariery artystycznej, podjąłem bardzo późno, bo miałem 34 lata. Wcześniej, choć byłem wyedukowanym muzykiem z dyplomem i kilkoma wygranymi konkursami muzycznymi na koncie, nie dopuszczałem do siebie myśli, że powinienem zdecydować się na ten krok. Przełomem było utworzenie Akademii Sztuki. Miałem już swoje lata i czas było podjąć decyzję, co chcę w życiu robić. Miałem wtedy swoje trzy i pół minuty, niestety niezwiązane z muzyką, ale z działalnością społeczną. Dostawałem różne propozycje. I wówczas mój przyjaciel Piotr Wojtasik przekonał mnie, żeby spróbować kariery artystycznej. I tak decyzję o graniu na serio podjąłem jako dojrzały, ukształtowany człowiek z pewnym bagażem doświadczeń życiowych.

- Jazz był w twoim życiu zawsze?
- Saksofon był w moim życiu od zawsze, bo mój ojciec grał na saksofonie. Jak wspomniałem, zacząłem grać, gdy miałem 15 lat. Rodzice chcieli mnie posłać do szkoły, jak byłem mały, ale nie było klasy saksofonu w Szczecinie. Gdy już byłem w szkole muzycznej, któregoś dnia poszedłem na koncert jazzowy do Pinokia. Grał Zbigniew Namysłowski. Wychodząc z koncertu byłem zadeklarowanym jazzmanem. Pierwszy raz w życiu usłyszałem wtedy jazz i było to dla mnie tak porywające, przekonujące i oryginalne, że od tamtej chwili wiedziałem, że chcę grać jazz.

- Wtedy młodzi chłopcy raczej słuchali muzyki rockowej.
- Ale u mnie znowu wszystko było inaczej. W domu było dużo muzyki, ale ojciec grał na weselach, więc to była muzyka rozrywkowa, szlagiery. Miałem dużo kontaktu z muzyką na żywo, ale to nie był rock. Fala rocka i punk rocka gdzieś mnie ominęła.

- Jak rodzice podchodzili do Twoich zainteresowań muzycznych?
- Muzyka, to było niespełnione marzenie mojego ojca, więc tata się cieszył. Mama obawiała się, bo wiedziała, że muzyka to ciężki kawałek chleba. Wspólnie cieszyli się, gdy były powodzenia. Martwili, gdy przyszły niepowodzenia.

- Masz taką cechę, że jak sobie coś postanowisz, to musisz to zrobić?
- Niepowodzenia zawsze podcinają skrzydła, zwłaszcza te poważne. Mam silną wolę, bo inaczej większość rzeczy w moim życiu nie miałaby miejsca. I tych muzycznych, i pozamuzycznych, jak choćby Akademia Sztuki.

- Żałujesz jakiejś niepodjętej decyzji?
- Dostałem kiedyś propozycję od Kenny Garretta. Poznałem go w 2005 roku. Przyjechał do Szczecina na Zmagania Jazzowe. Byłem producentem tego zdarzenia. Spędziliśmy razem cztery dni. Nie mieliśmy wtedy biura koncertowego, żadnych agentów. Działaliśmy jako grupa pasjonatów. Odwoziliśmy Garretta o trzeciej w nocy na lotnisko razem z moim serdecznym kolegą Piotrkiem Kwietniem i Kenny zapytał mnie, po co ja to wszystko robię. Ja mu odpowiedziałem: żeby być bliżej jazzu. On powiedział, że to bez sensu, bo żeby być bliżej jazzu, powinienem jechać do Nowego Jorku. Zaoferował, że mi pomoże, zarekomenduje mnie do kilku zespołów. Dla mnie ta propozycja była tak egzotyczna i nierealna, że nie skorzystałem z niej. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Chyba dobrze. Nie byłem gotowy, żeby tam jechać. Teraz też nie jestem. Natomiast kiedyś będę i pojadę do New York City grać jazz (uśmiech).

- Jakie cele stawiasz sobie na najbliższy rok?
- Jak już wspomniałem, z Tomkiem Wieczorkiem przygotowujemy specjalny koncert. Zaprosiliśmy do Szczecina wschodzącą gwiazdę jazzu, japońską wokalistkę Akiko. Zaśpiewa razem z moim zespołem. Zatem przyszły rok zaczynam od koncertu w InLogic, a później ruszam w trasę. Razem z Piotrem Wojtasikiem założyliśmy nowy zespół, pod nazwą „Feel free”, z którym zagramy 25 koncertów w Polsce i w Europie. Dodatkowo Japonia jest takim obszarem, w którym próbuję wraz z moim zespołem odegrać jakąś rolę. Cieszę się, że mamy zaproszenie do nagrania kolejnej płyty, której wydanie jest planowane na 2016 rok. Dwie duże wytwórnie są nami zainteresowane. To właśnie daje Japonia. W Polsce jest to niemożliwe, a w Europie bardzo trudne.

Sylwester Ostrowski

Saksofonista i animator kultury. Jako muzyk zdobył główną nagrodę w konkursie standardów jazzowych Siedlce 2002. Jako producent otrzymał Fryderyka 2007 za płytę Piotra Wojtasika „Circle”.

Za działania na rzecz utworzenia Akademii Sztuki w Szczecinie w 2010 r. minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski przyznał mu odznaczenie „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

Nagrywa z amerykańskimi jazzmanami, ostatnio wydał w Japonii płytę „Just Music”.


Zobacz, gdzie znajdziesz nasz bezpłatny magazyn »


[Czytaj również on-line:

MM Trendy. Szczecin | Styl | Moda | Kultura. Serwis »](http://www.mmszczecin.pl/trendy)


Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie