MM Trendy. Plakat potrafi odradzać się jak Feniks

Małgorzata Klimczak malgorzata.klimczak@polskapress.pl
prof. Leszek Żebrowski - Rysując kobiety na moich plakatach zależy mi na opowieści o nich, o ich urodzie , ich dramatach, ich marzeniach. Plakat tu jest tylko pretekstem. Dlatego ludzie je kupują, wieszają na ścianach w mieszkaniach i akademikach. To dla mnie bardzo ważne, żeby dotrzeć do przysłowiowej pani Ziuty z działu paczek i profesora belwederskiego. Wielu twórców o tym zapomina, tworząc dla kolegów i kretynków sztuki (przepraszam, krytyków sztuki).
W Szczecinie długo nie było tradycji związanych z plakatem, chociaż działali tu znani twórcy. Start Akademii Sztuki wywołał ogromny boom na plakat. Dzięki temu uznani artyści uczą młodych zdolnych, przy czym i jedni, i drudzy zdobywają światowe nagrody.

Autor: Małgorzata Klimczak / Foto: Sebastian Wołosz

Przedwojenny plakat zaistniał głównie w Krakowie Warszawie i Lwowie. Po wojnie eksplodował „Polską Szkołą Plakatu” w Warszawie i stąd jego renoma i klasa rozlały się po świecie. Mało kto wie, że sztuka polskiego plakatu jako pierwsza przełamała izolację kulturalną demoludów, zwaną czasami „żelazną kurtyną”. Potem dobry plakat zaistniał w miastach o bogatym artystycznie rodowodzie, jak Kraków, Poznań, Łódź, Wrocław, by zawitać wreszcie do Szczecina.

Urodzony w Szczecinie prof. Lex Drewinski, którego credo brzmi „w plakacie odejmować znaczy dodawać”, należy do najbardziej rozpoznawalnych plakacistów świata. Wykłada na Akademii Sztuki. - Nie było tradycji szczecińskiego plakatu, ja tego nie odczułem - wspomina początki kariery. - Plastyka owszem, ale jeśli chodzi o plakat, to właściwie wszystko drukowało się w Warszawie. Mam na myśli główny nurt. Plakaciści, którzy na przykład chcieli projektować plakaty filmowe, jeździli na kolaudacje do Warszawy. Ja również.

Trendy w plakacie

Plakat, jaka każda dziedzina sztuki, przechodził zmiany. Każdy twórca miał swój własny styl, ale respektował ogólne trendy. - Dawniej plakat rysowano czy malowano na papierze lub kartonie, wycinając lub ręcznie rysując litery – mówi prof. Leszek Żebrowski z Akademii Sztuki. - Reprodukcje robiono na slajdach. Dziś, w dobie druku cyfrowego, wielu grafików wykorzystuje skaner, dobry aparat cyfrowy, programy komputerowe, nie brudząc sobie rączek. Także w sferze mentalnej plakat się zmienia. Mamy taki natłok multimedialnej agresji, że grafik musi się bardzo natrudzić, by w tej kolorowej zupie zauważono jego pracę. To już inny język, niż kiedy reklama ograniczała się właściwie do słupów reklamowych, a plakat był kolorowym motylem w szarzyźnie jedynie słusznego ustroju. Plakat jest nadal sztuką aktualną, bo potrafi odradzać się jak Feniks.

Dzieciństwo w kinie

Po rozkolorowanym plakacie cyrkowym nastał czas plakatu filmowego, który rozsławił nas w świecie. To właśnie plakat filmowy zainteresował prof. Drewinskiego tą dziedziną sztuki. - Od dziecka byłem kinomanem, czasami częściej chodziłem do kina niż do szkoły – wspomina. - Zdarzało się, że jednego dnia byłem na trzech różnych seansach w trzech różnych miejscach Szczecina. Najkrótszą drogą do kina jest plakat filmowy. A ja te plakaty oglądałem. Obok kina Kosmos był szpaler gablot z plakatami do filmów, wyświetlanych w różnych szczecińskich kinach. Podobne gabloty z plakatami znajdowały się w poczekalni kina Colosseum. To był substytut galerii. Można było zobaczyć tam, jaki film jest grany np. w kinie Bałtyk na Pogodnie, czy w kinie Polonia na Niebuszewie. W dużej mierze mój kontakt z plakatami zawdzięczam filmowi.

Ale to wcale nie oznaczało, że prof. Drewinski, który dzisiaj rozsławia Szczecin, zdobywając nagrodę za nagrodą za swoje dzieła, uczynił z plakatu swoje życiowe zajęcie. - Na początku chciałem być związany z filmem – mówi prof. Drewinski. - Nie zakładałem, że będę plakacistą. Chciałem swoją przyszłość związać ze sztuką. Plakatem zainteresowałem się, pracując w Zamku Książąt Pomorskich jako dekorator. Do moich obowiązków należało m.in. projektowanie plakatów do imprez. Czasami powstawały tylko trzy plakaty, zapowiadające np. koncert zespołu jazzowego czy wystawy plastycznej. Takich wydarzeń na Zamku było mnóstwo, wówczas zacząłem wykonywać projekty unikatowych plakatów, które obsługiwały te wydarzenia.

Dzieje się w teatrze

Filmy powstawały daleko od Szczecina, ale u nas działały teatry. Gdy plakat filmowy zagryzła komercja, odrodził się plakat teatralny. Z okazji 40-lecia Teatru Współczesnego w Szczecinie po raz pierwszy można było zobaczyć prawdziwe perły z archiwum teatru - cykl plakatów tworzonych na przestrzeni lat przez wielu wybitnych twórców. Wystawa objęła prezentację kilkudziesięciu oryginalnych plakatów teatralnych, stworzonych m.in. przez Jerzego Dudę-Gracza, Franciszka Starowieyskiego, Edwarda Lutczyna, Andrzeja Czeczota, Tomasza Bogusławskiego, Leszka Żebrowskiego.

Obecnie dla szczecińskich teatrów również tworzą uznani plakaciści. Lex Drewinski stworzył plakat do „The Turn of the Screw (Dokręcanie śruby)” Benjamina Brittena, premiery Opery na Zamku z ubiegłego sezonu. Marek Raczkowski przygotował plakat do „Koguta w rosole” dla Teatru Polskiego. Są w nim cechy charakterystyczne dla twórczości Raczkowskiego, które obserwujemy często w gazetach. Henryk Sawka zrobił plakat do „Pana Geldhaba” w Teatrze Polskim. Kilka plakatów dla Pleciugi zrobiła Kaja Kleśta.

Plakat społeczny

Ostatnio do głosu dochodzi plakat „nieobojętny”, uwrażliwiający nas na problemy polityczno- społeczne. Na światowych przeglądach szaleje nasz plakat studencki. Jest dobrze i twórczo. Ale to zarazem dosyć niebezpieczna dziedzina, bo balansuje na granicy ludzkiej wrażliwości. Łatwo można kogoś obrazić lub wywołać kontrowersje. - Miałem kiedyś wystawę indywidualną w galerii „Design’u” we Wrocławiu, gdzie poproszono straż miejską, by zainterweniowała w celu usunięcia moich plakatów z witryny wystawowej – mówi prof. Drewinski. - Chodziło się o pięć plakatów, które składały się na formę krzyża. Po jednej stronie krzyża była wyeksponowana seria plakatów „Ku Klux Clone”, a na drugiej seria „Szablony”, w której przedstawiłem szablonowość myślenia. W jej skład wchodziły takie prace, jak m.in. „Klerykalizm”, „Komunizm”, „Faszyzm” itd. Ostatecznie ich nie zdjęto.

Maksimum treści w minimalnej formie

Plakat to najbardziej skondensowana dziedzina sztuk wizualnych. Tutaj trzeba zmieścić jak najwięcej treści w minimalnej formie. - To nasze polskie spécialité – mówi prof. Żebrowski. - Tego uczymy studentów i za takie proste plakaty dostałem medale na Międzynarodowych Biennale w Warszawie i Teheranie, ale czasem lubię robić plakaty na przekór. Plakaty rysunkowe z barokowym nagromadzeniem przedmiotów, gdzie się nieprzyzwoicie dużo dzieje, gdzie na dłużej można zatrzymać wzrok, gdzie każdy może rozpoznać, że to plakat Żebrowskiego. Mieć własny rozpoznawalny styl, to jest coś. Rysując kobiety na moich plakatach zależy mi na opowieści o nich, o ich urodzie, ich dramatach, marzeniach. Plakat tu jest tylko pretekstem. Dlatego ludzie je kupują, wieszają na ścianach w mieszkaniach i akademikach. To dla mnie bardzo ważne, żeby dotrzeć do przysłowiowej pani Ziuty z działu paczek i profesora belwederskiego. Wielu twórców o tym zapomina, tworząc dla kolegów i kretynków sztuki (przepraszam, krytyków sztuki). Nie znaczy to, że nie doceniam niezwykle prostych i trafionych w sedno plakatów młodych wilków, tylko na Boga, kochani różnijcie się bardziej od siebie.

Nadchodzi młodość

Akademia Sztuki sprawiła, że w Szczecinie zagościło wielu młodych i zdolnych artystów sztuk wizualnych, w tym plakacistów. Czerpią od mistrzów, ale różnią się od nich nie tylko stylem swoich prac. - Nie chciałbym generalizować, ale odnoszę wrażenie, że wielu młodym brakuje odwagi – mówi prof. Drewinski. Są zbyt ustępliwi i nieświadomi swoich praw. Chowanie głowy w piasek może doprowadzić do tego, że pozostanie ona w nim na zawsze.

Ale młodzi są także przebojowi. Już na etapie studiów wystawiają swoje prace i zdobywają nagrody. W ubiegłym roku, w Klubie 13Muz odbyła się wystawa „Roller Poster“ - Ogólnopolski Przegląd Plakatu Autorskiego. Przegląd dotyczył konkretnego zjawiska w dziedzinie projektowania plakatu, jakim jest self-edition, czyli wydawanie i upublicznianie projektów własnym sumptem, bez komercyjnego zlecenia, w celu subiektywnej wypowiedzi artystycznej. Był to jedyny przegląd tego typu twórczości w kraju. Zgłosiło się mnóstwo twórców, a prace były naprawdę poruszające i przede wszystkim ciekawe. - Jednym z moich marzeń jest wydanie albumu „Szczecin Poster”, w którym spotkałyby się trzy pokolenia szczecińskich twórców - od Jerzego Kołacza, autora świetnego „Hamleta”, Jacka Fijałkowskiego - projektanta fotograficznych plakatów teatralnych, Andrzeja Tomczaka - trzymającego ręce na pulsie bieżących wydarzeń w grodzie Gryfa, po współczesne pokolenie pedagogów Wyższej Szkoły Sztuki Użytkowej i Akademii Sztuki - mówi prof. Leszek Żebrowski z Akademii Sztuki. - Całość zamykałaby działalność wychowanków naszej uczelni „ Młodych wilcząt”, a jest tu tłok niebywały. Mam niesamowitą satysfakcję, że wielu z nich robiło u mnie dyplom magisterski.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie