Małgorzata Brodzik, pisarka ze Szczecina, traktuje pisarstwo jak terapię dla siebie i innych

Monika Piątas
Monika Piątas
Udostępnij:
Małgorzata Brodzik, prywatnie mieszkanka Szczecina, szczęśliwa młoda mama i żona. Zadebiutowała mocną powieścią „Walcząc z przeszłością”, o przemocy, alkoholizmie, gwałcie i trudnym dzieciństwie. Przytoczyła w niej własne doświadczenia z nutą fikcji. Jak wyjaśnia - pisze, żeby pomóc przede wszystkim sobie – w przebaczeniu, ale i innym – w rozumieniu trudnych sytuacji. Czy jej się to udało?

Dlaczego zaczęłaś pisać?

– Od zawsze o tym marzyłam. Chciałam wydać książkę, siedziało mi to z tyłu głowy. Kiedyś dużo czytałam, nadal to robię (uśmiech). Sporo też recenzowałam. Stąd te marzenia. Mój debiut, można powiedzieć – napisał się sam. To było przetarcie szlaków. Uwierzyłam w siebie i zaczęłam pisać.

Postawiłaś na literaturę obyczajową, później na romans, skąd ten kierunek?

– Jestem marzycielką, wierze w prawdziwą miłość (uśmiech). To też gatunki, które głównie czytam.

ZOBACZ TEŻ:

A nie myślałaś żeby poeksperymentować?

– Nigdy nie mówię nigdy, nie wiadomo co mnie w życiu spotka. Może się porwę na inny gatunek. Na razie o tym nie myślałam, nie wiem czy bym się odnalazła.

Dziś masz na koncie trzy książki, ale zacznijmy od twojego debiutu. Opowiada o przemocy, gwałcie, alkoholizmie, morderstwie. Ma znacznie mocniejszy przekaz, niż kolejne napisane przez ciebie powieści. Planujesz kontynuację?

– „Walcząc z przeszłością” była dobrze odebrana przez czytelników i historia aż domaga się kontynuacji (śmiech). Więc tak, planuje napisać drugą część. Muszę przetrawić pewne kwestie i ująć je w fabułę.

Książka reklamowana jest jako powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Dotyczą ciebie?

– Zdecydowanie jest inspirowana moim życiem. To coś, co chciałam z siebie wyrzucić. Wiadomo, że niektóre elementy to fikcja. Na pewno, nie zdradzę, które są które. Potrzebuję zachować trochę prywatności. Pewnie też inaczej zostałoby to odebrane przez czytelników, gdyby wiedzieli, który fragment są fikcją.

Pisanie o tych wydarzeniach przychodziło ci z łatwością? Nie da się ukryć, że to tematy trudne i wielu osobom z podobnym doświadczeniem nie jest łatwo mówić o tych sprawach.

– Łatwo nie było, ale po zakończeniu pracy poczułam w pewnym stopniu ukojenie. Pisząc chciałam spróbować komuś wybaczyć. Myślałam, że jeśli spiszę te wydarzenia, to jakoś uda mi się zamknąć i zostawić ten etap za sobą. W jakimś stopniu mi się to udało. Nadal jednak nie potrafię w stu procentach się przełamać.

Stąd twoje wcześniejsze stwierdzenie, że książka napisała się sama?

– Tak, tworząc „Walcząc z przeszłością" wyrzucałam z siebie emocje. Tak samo, jakbym rozmawiała z najlepszą przyjaciółką. Dzięki książce chciałam pomóc ludziom zrozumieć, że warto reagować. Wyciągać pomocną dłoń, jeśli widzą, że u kogoś dzieje się coś złego.

W związku z tym, czym jest dla ciebie pisanie? To po prostu pasja, może chęć ucieczki w świat fikcji literackiej? Próba znalezienia dodatkowego dochodu? A może forma terapii?

– Chyba każdy z tych punktów w jakiejś części do mnie pasuje. Pisanie jest moją pasją, ale mam ograniczony czas. Nie mogę się temu poświęcić tak, jakbym chciała. Chciałabym kiedyś bardziej się temu oddać, co przyczyni się na jakiś dochód. Nie uciekam od świata, ale na pewno wymyślanie historii pomaga mi się od niego oderwać. Wyczuwam się w rolę stworzonych przez siebie postaci i chociaż przez moment żyje ich życiem. Terapia? Również, bo jednak w jakimś stopniu mi to pomogło (uśmiech).

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Białko mikrobiologiczne ratunkiem dla planety?

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie