Kazimierz Sokołowski o Pogoni Szczecin: Drużynie zabrakło jakości na mistrzostwo. Zobacz ZDJĘCIA

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
Kazimierz Sokołowski Archiwum Polska Press
Pogoń to bardzo solidny zespół, stara się grać bardzo cierpliwie, ale jednak brakuje w składzie pewnych indywidualności – mówi Kazimierz Sokołowski, gwiazda Pogoni z lat 80.

Kazimierz Sokołowski to wychowanek Pogoni, który w pierwszym zespole zaczął grać w 1981 r. Z Portowcami zdobywał brązowy (1984) i srebrny medal (1987) mistrzostw Polski. Grał też w kadrach młodzieżowych Polski (m.in. zdobył srebro w ME do lat 18 w 1981 r.) i dwukrotnie zagrał w pierwszej reprezentacji.

Po sukcesie w 1987 r. Pogoń zaczęła się rozpadać. Sokołowski wyjechał grać do Austrii, gdzie spędził dwa sezony, a następnie trafił do Norwegii i tam osiadł. Po zakończeniu grania – został trenerem. Jego syn Tomasz (rocznik 1985) był jednym ze zdolniejszych zawodników w Norwegii i raz zagrał w kadrze tego kraju w 2006 r.

Kazimierz Sokołowski do Polski powrócił w 2014 r. gdy został asystentem Henninga Berga w Legii Warszawa. Pracował rok. A później z Bergiem pracowali na Węgrzech, a od 2019 r. są w Omonii Nikozja.

W kwestii mistrzostwa sprawa jest rozstrzygnięta?
Pewnie znalazłoby się wiele doświadczonych piłkarsko osób, które powiedziałyby, że dopóki piłka w grze to wszystko jest możliwe, ale z moich obserwacji wynika, że Legia jest już poza zasięgiem wszystkich. Ma pomysł na grę, ma do tego ludzi.

Czy fakt, że Legia od lat nastawiona jest na sukcesy, a więc jest bogatsza w doświadczenia, spowoduje, że na finiszu tego sezonu nie pozwoli sobie roztrwonić takiej przewagi?
To na pewno jest istotny element siły klubu, drużyny, ale przede wszystkim zwróciłbym uwagę na styl, który Legia prezentuje w ostatnich tygodniach, umiejętności jej piłkarzy. Legia gra najrówniej ze wszystkich zespołów, a to też jest ważne. Był moment, że Pogoń miała bardzo dobry moment, wcześniej sporo się mówiło o Lechu, a i inne kluby mają dobre okresy. Tyle, że na tle Legii trwają on krócej. Wiadomo, że o sile Legii decyduje też jej budżet. Ona może pozwolić sobie na silną, szeroką kadrę, a inne zespoły jednak nie są w stanie się tak zabezpieczyć. 11 czy 14 zawodników jednak na dłuższą metę to okazuje się za mało.

Pogoń długo, długo miała swoją szansę. Nawet wiosnę lepiej rozpoczęła. Czy wtedy Pan poczuł, że to może być właśnie ten sezon?
Nie. Nie znam aż tak mocno w detalach Pogoni, Legii czy innych klubów, ale ligę polską staram się śledzić na bieżąco, interesuję się zmianami. Nie było momentu, bym o Pogoni myślał, że będzie mistrzem. Cieszyłem się i cieszę, że jej fajnie idzie, ale obserwując to z boku widzę, że jednak kadra Legii ma więcej jakości, a to się w końcu przełożyło na sytuację w tabeli. Pogoń to bardzo solidny zespół, stara się grać bardzo cierpliwie, ale jednak brakuje w składzie pewnych indywidualności, jakości na mistrza Polski.

Podium jest pewne?
Może wcześniej zabrzmiało to zbyt pesymistycznie, a przecież jest kilka kolejek do końca i niech przykładem będzie Piast Gliwice sprzed dwóch lat. Grali bez fajerwerków, prezentowali pewną powtarzalność, solidność, a dodatkowo szczęściem w kontuzjach, kartkach ostatecznie niespodziewanie wygrali ligę. Walczyć o mistrza trzeba do końca. Ale Legia mimo swoich perypetii, zawirowań na początku sezonu, to jednak teraz wygląda najsolidniej i jakościowo też.

Solidność Pogoni to główny atut czy jeszcze mógłby Pan za coś wyróżnić Portowców?
Dwa lata Cypru nie opuszczałem, a moje obserwacje są na podstawie tego, co zobaczę w telewizji czy poczytam w internecie. A jeśli mówi się, że Pogoń nie ma najwyższego budżetu, to gra na miarę możliwości. Na pewno ma dobrego trenera, który ma swój pomysł na posiadany materiał. Trwa też dobra robota z młodzieżą, ale odkąd pamiętam to w Szczecinie potrafili pracować z młodymi. Coś mogę o tym powiedzieć, bo przecież jestem wychowankiem Pogoni. Znam wprowadzony przepis o młodzieżowcu. Pogoń na nim nie przegrała, ale też i Legia potrafiła wprowadzić kilku młodych do gry. W tym sezonie Legia potrafiła lepiej jednak wykorzystać swoje atuty, lepiej scementować zespół na najważniejsze tygodnie.

Zakładając miejsce Pogoni na podium to drużyna przystąpi do rozgrywek europejskich. Jako szkoleniowiec z doświadczeniem miałby Pan jakieś wskazówki przed takim sezonem?
Przede wszystkim trzeba mieć strategię na takie występy, jeśli myśli się nie tylko o samym występie w pierwszej rundzie, ale ma się jakieś ambicje. Wszyscy mówią, że ambicje mają, ale nie zawsze to pokrywa się w prowadzeniu drużyny. Sam doświadczyłem w Polsce pewnej niecierpliwości w klubach, a na początku takiej przygody trzeba wybrać priorytety. Kosztem dobrych występów w Europie trzeba czasem poświęcić kilka spotkań krajowych. Gra w pucharach to bardzo duże obciążenie dla zawodników, dochodzą długie, męczące podróże, więc trzeba spokojnie planować grę, rozkład minut, obciążenia treningowe. Trzeba mieć filozofię i plan wykorzystania całej swojej siły. Nie można grać 11 piłkarzami na dwóch czy trzech frontach, bo tylko się zajedzie piłkarzy i później z takiego kryzysu nie jest łatwo wyjść. I trzeba zmienić nastawienie, że w I rundzie trafi się na jakieś ogórki. Nie, w całej Europie zespoły starają się czymś zaskoczyć, prezentują wysokie umiejętności i każdemu zależy na sukcesie. Na Cyprze też to przerabialiśmy i były mecze w lidze cypryjskiej, gdy pierwszy skład wysyłaliśmy na trybuny, a grali juniorzy. A nawiązując do juniorów to powiem, jaka jest różnica między meczami w kraju a w europejskich pucharach. Różni się to przede wszystkim szybkością. Jak junior trafia do dorosłego zespołu to zapytany, gdzie jest największa różnica odpowie, że w szybkości. I tak samo jest w europejskich rozgrywkach – piłkarze prezentują się świetnie fizycznie i jak temu nie da się sprostać, to nie ma co liczyć na dobry wynik. I pod tym względem też trzeba oszacować swoje plusy i minusy w składach. Kolejny element to bardzo dobre rozpoznanie przeciwnika, bo filozofią, strategią, planem trzeba go próbować zaskoczyć.

Wydaje się, że Pogoń rozwija się krok po kroku, więc nikt nie będzie zaskoczony walką w Europie.
Dostrzegam cierpliwość w klubie, ale też Pogoń jeszcze nie była tam, gdzie zainteresowanie, chęci, prestiż będą większe. Niech przykładem będzie Piast, który po mistrzostwie z pucharów się odbił, a później wpadł w większe problemy. Dobrze, że ciśnienie tam wytrzymali i trener Fornalik cały czas pracował. W tym sezonie też długo nie mógł się wygrzebać, ale cierpliwość potrafi dobrze odpłacić. Ja na pewno Pogoni życzę udanych występów w Europie. Fajnie by było, zawsze kibice sprzyjali, buduje się nowy stadion. Byłby to kolejny zastrzyk pozytywnej energii.

Wraca Pan często do początków kariery w Pogoni i sukcesów z lat 80.
Często może nie, ale oczywiście sentyment pozostał, wspomina się niektóre wydarzenia, utrzymuję kontakt z kolegami. Tyle, że nie ma też co porównywać się z obecną Pogonią. To były całkowicie inne czasy. Wtedy Pogoń była oparta na chłopakach ze Szczecina czy regionu, transferów zagranicznych nie było, a my mieliśmy ledwie kilku zawodników spoza naszego województwa. Inaczej budowały się więzi. Dla mnie Pogoń to była piękna historia, ale pamiętam, że jakoś nie paliłem się za dzieciaka do treningów, a obserwowałem je jedząc czereśnie na działce dziadków. W końcu dałem się jednak namówić i zostałem.

Jak skończy się kontrakt na Cyprze to wróci Pan do Norwegii z którą związany jest od wielu lat czy może obierze Pan inny kierunek?
Nie wiem, co będzie na Cyprze, bo jestem tu już trochę, a przez pandemię nie można było regularnie odwiedzać domu w Norwegii. Myślałem już, by wrócić, ale klub chce mnie zatrzymać, mówią o dwuletniej umowie. Negocjujemy. Nie mam na co narzekać na Cyprze, mamy fajną grupę zawodników i kwestie sportowe są bardzo dobre. Do Polski raczej nie planuję powrócić. Nie miałem ofert, by zacząć w jakimś polskim klubie pracę. Więcej trenerskiej renomy mam w Norwegii i pewnie nie miałbym kłopotów ze znalezieniem tam klubu. Wiele osób mnie zna, wie, na co mnie stać. Rodzina jest już związana z Norwegią, więc ciężko byłoby to raptem rzucić.

Syn Tomasz zakończył już karierę?
Tak. Rozpoczyna trenerską karierę w akademii Stabaek, klubu z norweskiej ekstraklasy. Rozpoczął drugi rok pracy. Idzie podobną ścieżką jak ja, a ja wszystkie możliwe szczeble pokonałem właśnie w Norwegii. Może na razie ma więcej pomysłów do indywidualnej pracy z zawodnikami, ale powoli też coraz częściej myśli o zespołowej taktyce. To początek takiej pracy, więc cały czas jest na etapie uzupełniania papierów trenerskich, ale smykałkę ma. Cieszę się, że taką wybrał drogę, poradzi sobie. Nie ma problemów z komunikacją. Przyznam, że ostatnio pogadaliśmy o meczu Legii z Pogonią, na luzie.

A jak za kilka lat dostałby ofertę z Pogoni?
Ja bym się ucieszył, a on nie miałby z tym problemów. Doskonale mówi po polsku, komunikuje się też w innych językach, ale o polski język to mocno zadbała małżonka, dziadki i państwo norweskie, które gwarantowało naukę języka matki w szkole. Więc jak w przyszłości pojawiłaby się taka oferta, to czemu nie?

Rozmawiał Jakub Lisowski

Najlepszy polski sędzia nie jedzie na Euro

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie