Czasem w życiu potrzebny jest Tallboy, by docenić, to co naprawdę ważne. Rozmowa z żonami nurków minerów

Joanna Maraszek
Joanna Maraszek
Rozmowa Beatą Jodłoską  i Anną Krasowską-Nowak żonami nurków minerów 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Kapitan marynarki, Piotr Nowak i chorąży marynarki Michał Jodłoski dowodzili akcją neutralizacji największego znalezionego dotąd na świecie niewybuchu - Tallboy, który spoczywał na dnie kanału Piastowskiego, przy przeprawie promów Karsibór w Świnoujściu.
Rozmowa Beatą Jodłoską i Anną Krasowską-Nowak żonami nurków minerów 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Kapitan marynarki, Piotr Nowak i chorąży marynarki Michał Jodłoski dowodzili akcją neutralizacji największego znalezionego dotąd na świecie niewybuchu - Tallboy, który spoczywał na dnie kanału Piastowskiego, przy przeprawie promów Karsibór w Świnoujściu. 8 FOW
Rozmowa Beatą Jodłoską i Anną Krasowską-Nowak żonami nurków minerów 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Kapitan marynarki, Piotr Nowak i chorąży marynarki Michał Jodłoski dowodzili akcją neutralizacji największego znalezionego dotąd na świecie niewybuchu - Tallboy, który spoczywał na dnie kanału Piastowskiego, przy przeprawie promów Karsibór w Świnoujściu.

Kiedy widziałam Beatę w dzień deflagracji Tallboya, gdy odprowadzała córkę do przedszkola, była zwyczajnie spokojna i uśmiechnięta. Zastanawiałam się, co naprawdę musi czuć w środku, bo uśmiech pewnie był pewną formą opanowania. Jak sobie dałyście radę ze świadomością, że wasi mężowe podejmują tak ryzykowną akcję?

BJ (Beata Jodłoska) To był niełatwy czas, nie tylko dla nas, ale dla każdej rodziny, których członkowie byli zaangażowani w akcję. Michał i Piotr dowodzili całą tą operacją, przygotowywali ją od początku do końca. Organizacja leżała w ich rękach, więc i na nas to trochę spadło, ale warto zaznaczyć, że czas był trudny dla rodzin wszystkich żołnierzy, bo koniec końców, każdy był narażony i w każdym domu tego dnia panowało napięcie. To było nie tylko duże ryzyko, ale też duża presja. Właściwie wszystkie obowiązki domowe w okresie przygotowań neutralizacji, a trwało to rok, spadły na nas. W moim przypadku było tak, że, gdy pojawiał się jakiś problem związany z domowymi sprawami, starałam się nie angażować Michała.

AN (Anna Nowak) O Tallboyu mówił cały świat. Dostawaliśmy informacje od znajomych z całego świata, że na przykład w telewizji w Singapurze był wyemitowany cały reportaż o Tallboyu. Piotrek udzielał też wywiadu do New York Times'a. A w Świnoujściu mówiło się o tym od roku. Moja córka już dopytywała, kiedy w końcu będzie ten Tallboy, bo nawet w szkole się o tym mówiło. Mam na myśli to, że jakby tego nie nazywać, cały świat patrzył na nich tego dnia. To też było stresujące. Cały rok przygotowań był intensywny, ostatni miesiąc właściwie mieliśmy wyjęty z życia. Nieprzespane noce, ciągłe siedzenie przed komputerem a telefon nie milkł.

To może cię zainteresować

Pamiętacie ten dzień, kiedy wyszło, że na dnie kanału przy promach leży Tallboy?

BJ Ja pamiętam. Najpierw musieli potwierdzić, że to, co zostało znalezione jest rzeczywiście Tallboyem. I pierwsza reakcja, to była ekscytacja, że znaleźli taką bombę. Należy zaznaczyć, że poza Tallboyem, która była najtrudniejszą i najbardziej niebezpieczną akcją, to oni co chwilę uczestniczą w tego typu działaniach. Brali udział także w czasie, gdy powstawał gazoport i oczyszczano tor wodny z niewybuchów. Ze znalezienia Tallboya byli zadowoleni, bo w końcu trafiła się im niezła gratka.

AN Powiedzmy sobie wprost, że cieszyli się, że jeszcze przed emeryturą udało się im uczestniczyć w takiej akcji.

Dopiero później zaczęły się realne problemy?

AN Z chwili na chwilę pojawiały się nowe wyzwania, trudności do pokonania, te wszystkie rzeczy związane z organizacją całego przedsięwzięcia. Bardzo im zależało na tym, by wszystko było dopracowane i dopięte na ostatni guzik tak, by mieli pewność, że nikt, ani nic nie ucierpi przy rozbrajaniu. Nie chcieli mieć sobie nic do zarzucenia, a to wymagało dużego zaangażowania. Ja swojemu mężowi w tym okresie zupełnie wszystko odpuściłam. Nie brzęczałam, że nie spędza z nami czasu, wiedziałam, że to jest czas przejściowy. On miał zadanie do wykonania.

BJ Kiedy przychodziły momenty wytchnienia, odrobina spokoju, to starałam się by Michał spędzał z córką jak najwięcej czasu, którego nie było za dużo, ale by był dla niej. Julia wiedziała, co się dzieje. Nie wtajemniczaliśmy jej w to, że może się wydarzyć coś złego, mimo, że nas o to zapytała, bo przecież wszędzie dookoła się o tym rozmawiało. Do mnie samej też nie docierało, że coś złego może się wydarzyć. Dzień przed akcją, kiedy była chwila spokoju, mąż powiedział do mnie, żebym sobie usiadła i spisała najważniejsze rzeczy, gdyby coś się wydarzyło... gdyby coś poszło nie tak... Powiedział mi, gdzie znajdę pomoc, ustaliliśmy kilka rzeczy tak, jakby jutro miał nie wrócić. Te ostatnie dni były, powiedziałbym, że ciche. To były głębsze spojrzenia bez słów. Nie było nerwów, ani nikt na głos nie mówił o zagrożeniu, ale gdzieś z tyłu głowy to mieliśmy. Nasza córka, Julia zapytała, czy bomba może wybuchnąć i, czy tatusiowi może się coś stać. Powiedziałam jej, że tak, bomba może wybuchnąć, ale będzie to wybuch kontrolowany, że tata i wujek Piotrek długo to przygotowywali i, że wszystko będzie dobrze. Zapewniłam, że tata wieczorem przytuli ją do snu. Przyjęła to.

AN Michał poprosił mojego męża, żeby w razie czego, zaopiekował się Beatą i Julią. Piotrek powiedział mi o tym dopiero, jak wszystko poszło dobrze. Mój mąż w dzień rozbrojenia wszystkim nadzorował i był dość daleko, miał w swoich rękach ich życie. Nurkowie musieli zejść przed deflagracją. Właśnie Michał wtedy schodził do Tallboya.

To może cię zainteresować

Pewnie informacja, że jest już po wszystkim, przyniosła ulgę?

BJ Byłam na tyle zajęta ogarnianiem wszystkiego, że nie zdążyłam pomyśleć o zagrożeniach, na szczęście. Nawet nie przypuszczałam, że tego dnia mogę być tak zestresowana. Kiedy dowiedziałam się, że jest już po wszystkim, a pierwsza informacja jaką miałam, to lekki wstrząs, który poczułam siedząc w mieszkaniu. Stanęłam w miejscu z nadzieją, że wszyscy byli w strefie bezpiecznej. Nie miałyśmy kontaktu z mężami, więc pierwsze informacje, jakie spływały, to, że bomba wybuchła. Dopiero później doszła informacja, że deflagracja się udała i część ładunku wypaliła się, a pozostała wybuchła.

AN Do mnie rozdzwoniły się telefony. Prawie wszyscy znajomi, nawet z innego miasta zadzwonili z informacją, że wybuchło i pytali się mnie, czy jest ok? Miałam chwilę zwątpienia. Nie mogłam zadzwonić do Piotra, więc tylko napisałam sms z pytaniem, czy wszystko dobrze? Wysłał mi łapkę w górę, więc ja też już mogłam dementować, że wszystko jest dobrze.

Rozumiem, że po całej akcji przyszedł spokój i wszystko wróciło do normy?

AN Po akcji, była ulga, że nic się nie stało, ale po pierwsze, nie było ich w domu przez dwa dni, po drugie też było ciężko wbić się między telefony z jednym zdaniem. Najpierw byli zajęci zbieraniem wszystkich czujników umieszczonych w całym mieście. Przez cały czas analizowali przebieg akcji, liczyli wyniki tej akcji. Ona się nie zakończyła od razu. Na wysokich obrotach była odczuwalna jeszcze przez dobre dwa tygodnie. Dodatkowo zaczęły się wywiady.

BJ Nasi mężowie sami żartowali, że bardziej stresujące były dla nich wywiady, a nie akcja. Chcieli, żeby też ta otoczka wokół akcji była taka, jak należy, by nie powstały nieporozumienia, a komentarze były różne. Często jest tak, że wiele osób wypowiada się anonimowo z pozycji eksperta, ujmując czyimś działaniom lub spekulując. Zupełnie nie zdają sobie sprawy, że gdzieś po drugiej stronie jest taka rodzina, która marzy, żeby maż i tata wrócił do domu.

To może cię zainteresować

Ale pewnie też były miłe momenty i słowa uznania?

AN Piotrek jest bardzo opanowany, ja też widziałam, że przed samą akcją on dobrze śpi, nie było w domu nerwów, więc to się też nie przekładało na strach, czy niepokój u mnie i u dzieci. Wręcz pojawiała się radość, że termin neutralizacji się zbliża i, że będzie już koniec. A miłe było na przykład to, że wychowawczyni mojej starszej córki mieszka na Ognicy, musiała być ewakuowana i też trzymała kciuki za akcję, przy całej klasie powiedziała, że to tata Wiktorii koordynuje neutralizacją. To było miłe dla mojej córki. Człowiek nieraz przejmuje się drobnostkami, a przy takim Tallboyu wszystko blednie i okazuje się, że to, co się wydaje ważne, traci wartość i część problemów odchodzi a zostaje to, co najważniejsze.

BJ Podobnie było u Julki w przedszkolu. Dzieci już wcześniej wiedziały, czym się zajmuje Tata Julki, pani powiedziała, że to właśnie on jest przy Tallboyu. Julia, może nawet sama nie zdając sobie sprawy z tego, czuła się dumna z taty.

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Materiał oryginalny: Czasem w życiu potrzebny jest Tallboy, by docenić, to co naprawdę ważne. Rozmowa z żonami nurków minerów - Świnoujście Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie