Bubliczki: W Szczecinie gra nam się najlepiej

Redakcja MM
Redakcja MM
Bałkańsko-kaszubski zespół Bubliczki przebojem wdarł się na szczyty muzycznej popularności dzięki występom w Must Be The Music
Bałkańsko-kaszubski zespół Bubliczki przebojem wdarł się na szczyty muzycznej popularności dzięki występom w Must Be The Music Krzysztof Arciszewski
Udostępnij:
Właśnie na rynku pojawiła się druga płyta zespołu Bubliczki – Trubalkan. Frontman grupy, szerszej publiczności znanej dzięki występom w „Must Be The Music”, opowiada o udziale w talent show, współpracy z hip-hopowcami i bałkańskich imprezach.

– Mija pół roku od sukcesu zespołu Bubliczki w Must Be The Music, a takim niewątpliwie można uznać udział w półfinale tego talent show. Ile dał wam ten występ?
– Udział w MBTM dał nam przede wszystkim to, na co liczyliśmy, czyli promocję. Jeśli spojrzeć na to z punktu widzenia czysto marketingowego, w życiu nie moglibyśmy sobie pozwolić na taką reklamę w niedzielę w Polsacie, w godzinach największej oglądalności. Taki czas antenowy wycenia się już w setkach tysięcy złotych. Dlatego też dzięki MBTM zagraliśmy więcej koncertów, przybyło słuchaczy, fanów na Facebooku itd.

– A jaka atmosfera panowała wśród uczestników Must Be The Music?
– Jak najbardziej zdrowa. Wszystko kończyło się grubą imprezą z fajerwerkami w pobliskim hotelu. Przynajmniej na taką wyglądała. Ja natomiast nie wierzę do końca w polską życzliwość i zdrową konkurencję, choć ze środowiskiem z MBTM imprezowało się tak samo, jak ze wszystkimi...

– Możesz opowiedzieć jakąś anegdotę związaną z waszym udziałem w Must Be The Music, pokazać talent show „od kuchni"?
– Trzeba pamiętać, że to jest telewizyjne show, więc tam nic nie jest przypadkowe. Momentami niektóre z gestów były mocno kontrolowane przez producentów i z tym trzeba się było liczyć. Nie było zbyt spontanicznie.

– Wasza nowa płyta Trubalkan, która właśnie weszła na rynek, została wyprodukowana nakładem Dobrzewiesz. Dlaczego wybraliście hip-hopową wytwórnię?
– Powiem szczerze, że gdybyś mnie jeszcze kilka lat temu zapytał, czy kiedykolwiek będę miał cokolwiek wspólnego z hip-hopem, wyśmiałbym cię. Byłem w grupie negujących ten rodzaj muzyki. Oczywiście dziś wiem, że była to zwykła ignorancja i niedojrzałe podejście. Staram się teraz jako muzyk poszukujący wsłuchiwać w każdy rodzaj muzyki. A jeśli chodzi o wybór DobrzeWiesz, to raczej zadziałało z drugiej strony. Webber odezwał się do nas po którymś z koncertów, że jest zainteresowany współpracą. Wiedziałem, że to człowiek, który nie próżnuje, że jest profesjonalistą w tym, co robi, więc nawet gdyby wydał płytę z muzyką chóralną, chętnie wszedłbym w tę współpracę. To, że dotychczas produkował rap, nie było dla mnie żadnym wyznacznikiem.

– Na ile muzycznie Trubalkan będzie się różnić od „Opaa!” Waszej pierwszej płyty?
– „Opaa!” to pierwsze dziecko, którego nie nauczyliśmy nawet dobrze mówić, a już chwaliliśmy się nim wśród ludzi. To jest niejako wpisane w rozwój artystyczny każdego wykonawcy. Nasz pierwszy krążek był bardzo spontaniczny, młodzieńczy do szpiku kości (najmłodszy muzyk w chwili nagrywania miał zaledwie 17 lat), ale przez to nie do końca przemyślany, szkolnie zagrany, ubogi aranżacyjnie. „Trubalkan” to już zupełnie inne Bubliczki. Wzmocnieni kolejnym instrumentem (saksofon Krzyśka Kowalczyka), zmianą składu (braci Ringwelskich zastąpili Marek Kubiszyn na trąbce i Aras Głogowski na puzonie) zaczęliśmy grać mocniej, śmielej, z większym luzem, bardziej stylowo. Kompozycje są bardziej przemyślane, choć zawsze słuchając swojej muzyki po raz setny chcesz wszystko zmienić. Podsumowując – „Trubalkan” to już dojrzewające dziecko, które mamy nadzieje osiągnie swoją całkowitą dojrzałość przy okazji kolejnych albumów.

– Jak udaje się skupić wokół folkowego przecież projektu ludzi z tak odległych światów muzycznych, jak Olek Różanek czy Łona?
– W trakcie mojego muzycznego dojrzewania, nauczyłem się nie zamykać na innych (mówię tu o stylach), no może poza disco polo. Nie lubię szufladkowania muzyki, co jest przyczyną takich kolaboracji. Uważam wręcz, że ludzie z pozornie odległych planet muzycznych mają ze sobą więcej wspólnego niż artyści z tej samej. Kwestia pozytywnych wibracji, masy spalonych razem papierosów i rozmów o wszystkim.

– Gracie podobną muzykę jak Dikanda – żywiołowy, charyzmatyczny folk (abstrahując od tekstów). Jak to się stało, że to wy teraz święcicie sukcesy i zdajecie się być bardziej popularni od zespołu Ani Witczak? To przez udział w talent show czy może otwartość na współpracę z innymi muzykami?
– Jedynym wspólnym mianownikiem łączącym nas z Dikandą jest inspiracja folklorem. Poza tym to zupełnie inny rodzaj emocji. Tak się składa, że znamy się z całym zespołem Dikanda całkiem nieźle i nigdy nie czuliśmy się ani lepsi ani gorsi od nich. Szanujemy to, co robią, bo mają niesamowity feeling do tej muzyki i zgranie godne pozazdroszczenia.

– W jednym z komentarzy pod waszym klipem na youtube pojawiło się takie stwierdzenie: „szkoda że władze ze Szczecina w żaden sposób nie promują tego”. Próbowaliście zabiegać o jakieś wsparcie magistratu?
– Działania promocyjne wsparł Urząd Marszałkowski, za co jesteśmy bardzo wdzięczni. Te pieniądze pozwalają nam pokryć część kosztów związanych z klipem, tłoczeniem płyt czy trasą promocyjną. Jeśli zaś chodzi o Urząd Miasta, nie dane nam było jeszcze współpracować z tą instytucją. Mam nadzieję, że to się zmieni.

– Jesteście coraz mocniej związani ze Szczecinem i coraz bardziej w tym mieście popularni. Może planujecie jakiś cykl imprez – klubowych czy plenerowych – z muzyką bałkańską? Może czas, żeby folk spod strzech trafił na parkiety na równi z innymi gatunkami muzyki?
– W Szczecinie mamy prawdę mówiąc najlepszą publikę i pomysł z cyklicznymi imprezami z muzyką bałkańską nie jest taki zły. To jednak wymaga ogromnej energii i dodatkowej pracy, no i oczywiście wsparcia lokalnych klubów, a nawet i miasta. Ja zacząłem swoje zmagania z didżejką jako Crni Kurac, grając kilka wieczorów m.in. w Elefunku, ale zwyczajnie nie mam na to czasu.

– Nic nie ma na bank” ale co można „na bank” w jednym zdaniu powiedzieć o płycie Trubalkan?
– To energia zaklęta w czterdziestoparominutowym, okrągłym krążku, który nasyci każdego fana dobrego, folkowego grania.

ROZMAWIAŁ MACIEJPIECZYŃSKI

Bubliczki na www.mmszczecin.pl


Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Dwaj Panowie Pingo - wystawa malarstwa Kołpanowicz&Cruz

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie